Biznes w kolorze narodowym

June 4th, 2008

Piłkarskie Mistrzostwa Europy rozpoczynają się w sobotę. Polacy pierwszy mecz zagrają w niedzielę, a na ulicach Opola już widać atmosferę Euro 2008. Kibice wywieszają flagi w oknach. Biało-czerwone chorągiewki powiewają już przy niejednym samochodzie. Handlowcy zacierają ręce. – Szczyt zakupów akcesoriów kibica dopiero nadejdzie – prognozuje Krystyna Łabuda sprzedająca na opolskim “Cytrusku”.

Flagi, koszulki, czapeczki i szaliki, wszystko w kolorze biało-czerwonym idą jak woda. Hitem są dziecięce body w kolorze biało-czerwonym.

Na “Cytrusku” polskie flagi sprzedają się doskonale nawet wśród… Niemców pochodzących z Opolszczyzny. – Fakt, że Niemcy kupują polskie flagi nie jest niczym dziwnym. To jest kwestia kim konkretna osoba czuje się w danym momencie. Ktoś może identyfikować się z Polską, bo tu się urodził i wychował – wyjaśnia Danuta Berlińska, socjolog.


Gadżety futbolowe można kupić między innymi na targowisku “Cytrusek”. Na jednym ze stoisk można znaleźć wszystko: od skarpetek, przez spodenki, koszulkę, czapkę po szalik i flagę. Największą jaką ma na swoim stoisku Krystyna Łabuda mierzy 150 na 100 centymetrów.

- Jeszcze nie ma wielkiego ruchu, ale liczę, że najwięcej klientów przyjdzie pod koniec tygodnia – mówi pani Krystyna. – Ale i tak nie mogę narzekać.

By się przyzwoicie ubrać na euro, trzeba wyjąć z portfela trochę grosza. Szalik kosztuje 25 złotych, tyle samo trzeba zapłacić za koszulkę. Spodenki kosztują 15 zł, a flaga ok. 35 zł.

Handlowcy zadbali nie tylko o gadżety dla starszych kibiców, ale także dla tych najmłodszych, którzy jeszcze nie do końca wiedzą na czym polega piłka nożna. Hitem w sklepach dla maluchów są body w barwach narodowych. Dobrze schodzą także smoczki oraz butelki.

- Są one przeznaczone dla dzieci powyżej sześciu miesięcy – mówi Marek Takowski z “Fixoni”. – Czyli dla kibiców co już twardo siedzą przed telewizorami.

Body są także dostępne w kolorach czerwono-żółto-czarnych, czyli barwach narodowych naszych zachodnich sąsiadów, z którymi zagramy pierwszy mecz. Te są jednak mniej popularne wśród kupujących.

- Myśleliśmy, że na Opolszczyźnie będą się dobrze sprzedawać – powiedziała nam Małgorzata Kowalska ze sklepu dla dzieci “Fixoni”. – Za to polskie body sprzedaje się super.

Zdarzało się, że po ciuszek z biało-czerwoną flagą kobieta przybiegała prosto z zakładu fryzjerskiego, bo tam się dowiedziała, że coś takiego można w ogóle kupić maluchowi.

- Jeżeli body zobaczy tatuś lub dziadek to od razu kupuje – mówi Kowalska. – Często ubranka są wysyłane jako prezent do Anglii, Holandii, a nawet Australii.

Również w sklepach sportowych nie brakuje klientów przygotowujących się do Euro 2008.

- Mamy tylko koszulki, ale dużo osób o nie pyta – mówi Natalia Borkowska ze sklepu “Trendy Sport”. – Sprzedajemy około pięciu dziennie.

Jeżeli nasi wyjdą z grupy, to biało-czerwony interes na pewno wpadnie na wyższe obroty, a kibice nie tylko będą kupować kolejne koszulki, ale przede wszystkim cieszyć się razem z naszymi piłkarzami.

1-0 dla Polski – przewiduje Michał Długosz, który przyozdobił już swój samochód polską flagą. – Będę kibicował w domu, ze znajomymi. Mamy już przygotowane szaliki i farbki do pomalowania twarzy. Oczywiście wywieszę też dużą flagę za oknem.

Sport dumą narodową

Danuta Berlińska
socjolog

Szaleństwo na gadżety piłkarskie nie jest modą. Od zawsze sportowa rywalizacja była powodem do dumy narodowej. Było tak nawet za czasów PRL-u. Kiedy polska drużyna, w 1974 roku, zdobyła trzecie miejsce, ulice również były biało-czerwone. Tak jest w każdym kraju. Olimpiadom, Mistrzostwom Świata czy Europy zawsze towarzyszą duże emocje, zwłaszcza gdy własna drużyna zwycięża. Fakt, że Niemcy kupują polskie flagi nie jest niczym dziwnym. To jest kwestia kim się czuje osoba w danym momencie. Ktoś może identyfikować się z Polską, bo tu się urodził i wychował, a jeżeli drużyna odnosi sukcesy to tym bardziej jest z niej dumny. Państwo przykłada wielką uwagę do sportu. Staje się on elementem politycznym. Jeżeli dany kraj odnosi sukcesy w tej dziedzinie wzrasta szacunek do państwa, a sportowcy często są nagradzani przez głowy państwa lub dużo łatwiej uzyskują obywatelstwo.

Autor artykułu: Magdalena Pilor

Dzierżysław: Podstawówka w rękach stowarzyszenia

June 4th, 2008

Szkoła Podstawowa została zlikwidowana. To jedna z czterech szkół w gminie Kietrz przeznaczonych w tym roku do zamknięcia. Kolejne, obok Dzierżysławia to: Pilszcz, Ściborzyce Wielkie oraz Nasiedle.

Jednak społeczność tej wsi nie chce pozwolić, aby ją zamknięto. Powołano więc stowarzyszenie pod nazwą Aktywna Społeczność Dzierżysławia, które od 1 września br. poprowadzi szkołę. Będzie to pierwsza taka szkoła w gminie Kietrz.

Rodzice uczniów chcą, aby szkoła dalej istniała. Mówią, że jest to serce wsi i nie wyobrażają sobie, aby ich dzieci dojeżdżały do szkoły w Kietrzu. To jedyna taka placówka w okolicy. – Tutaj nasze dzieci są w domu, bezpieczne i na miejscu – twierdzą zgodnie.

- Burmistrz obiecał nam pomóc – mówi Genowefa Kostrowicka, sołtys Dzierżysławia. – Jesteśmy w dobrej sytuacji, bo zdecydowaliśmy się na to jako pierwsi. Boimy się bardzo, ale wiemy, że musimy wziąć sprawę w swoje ręce – uważa Róża Kaczmar, dyrektor szkoły i jednocześnie prezes Stowarzyszenia Aktywna Społeczność Dzierżysławia. – Już kiedyś zabrano nam klasy 4-6, ale dzięki naszej determinacji wróciły do szkoły. Mamy jeszcze przedszkole, gdzie już brakuje miejsc, a to świadczy o tym, że w przyszłości będziemy mieć więcej uczniów.

- Kwota dotacji z Urzędu Miejskiego wyniesie ok. 6 tys. zł na jednego ucznia – mówi Józef Matela, burmistrz Kietrza.

To stosunkowo niska kwota. Dla porównania rok szkolny jako tego typu placówka rozpocznie również szkoła w Gołuszowicach w gminie Głubczyce, która otrzyma subwencję w wysokości 8,6 tys. zł na jednego ucznia.

- Będziemy zabiegać o wyższą kwotę – informuje dyrektor Róża Kaczmar.

W gminie Głuchołazy działa już kilka szkół stowarzyszeniowych. Pierwsza powstała tam %077 lat temu.

- Nikt tak naprawdę nie reguluje tego, jak należy wyliczać tą średnią – twierdzi Krystyna Kubiszyn, naczelnik oświaty w Urzędzie Miejskim w Głuchołazach. Szkoły w Jarnołtówku i w Burgrabicach otrzymują dotacje od gminy w kwocie 5,6 tys. zł.

Autor artykułu: Łukasz Nawara (Radio Opole)

Poczta w oczach najmłodszych

June 3rd, 2008

Nagrody za udział w konkursie “Poczta Polska w twoich oczach – dawniej i dziś” wręczono wczoraj uczniom opolskich szkół podstawowych.

- Konkurs odbył się w dwóch kategoriach wiekowych – mówił Janusz Reil, zastępca dyrektora Centrum Poczty, oddział w Opolu. – Prace plastyczne tworzyli uczniowie klas 1-3 oraz klas 4-6. W sumie nadesłano ich ponad 200.

Udział w konkursie mogły wziąć udział dzieci z całego województwa. Zabawę zorganizowano z okazji jubileuszu 450-lecia Poczty Polskiej oraz 50-lecia Galerii Sztuki Współczesnej w Opolu.

Szkół chętnych do wzięcia udziału było bardzo wiele. W kwietniu br., przez siedem dni w Galerii Sztuki Współczesnej codziennie były przeprowadzane warsztaty, podczas których dzieci mogły poznać historię poczty. Następnie odbywały się zajęcia plastyczne pod bacznym okiem pracowników Galerii. – Powstało bardzo dużo prac, jak to zwykle bywa trudno było wybrać najlepszą – mówi Anna Potocka, dyrektor Galerii Sztuki Współczesnej, która była współorganizatorem konkursu. Główną nagrodę w kategorii klas 1-3 otrzymała Paulina Dyga z Kamienia Śląskiego,

- Lubię malować – mówi dziewczynka. – Na moim obrazku była trąbka, w której jest listonosz i samochód. Jest gołąb z listem, samolot. Musiałam się zastanowić, aby wpaść na ten pomysł.

- Jestem bardzo dumna z córki – mówi mama Pauliny, Joanna Dyga. – I bardzo miło zaskoczona – dodaje.

Za zajęcie pierwszego miejsca dzieci mogły wybrać sobie nagrodę o wartości 400 złotych, drugiego 300 złotych a trzeciego miejsca 200 złotych.

- Prace były na bardzo wysokim poziomie, dlatego organizatorzy postanowili wręczyć wyróżnienia – mówi Anna Potocka.

W sumie narodzono 22 uczniów. Jak zapowiada Janusz Reil prawdopodobnie pojawią się kolejne takie konkursy.

Autor artykułu: Magdalena Pilor

Zaliczenie zdobyte w parku

June 3rd, 2008

Justyna i Marcelina z II roku edukacji artystycznej Uniwersytetu Opolskiego, przygotowywały się wczoraj do zaliczenia ze sztuki przestrzeni publicznej na Placu Daszyńskiego.

Obok stworzonej wyłącznie z ubrań i butów postaci pojawiło się hasło: “Zbyt często dla ludzi nie jest ważne co kto robi, lecz kim jest”. – Ludzie są ciekawi co tu robimy, czasem ktoś się zatrzymuje i pyta – mówiła Justyna. – Mamy nadzieję, że choć przez chwilę się zastanowi nad sobą i życiem – dodała.

To jedno z wielu zaliczeń jakie jeszcze czekają dziewczyny w trakcie letniej sesji egzaminacyjnej. Ze względu na kierunek, większość będzie miało charakter artystyczny.

Autor artykułu: MP

Rodzina zastępcza jak “szpital dusz”

June 3rd, 2008

Wczorajszy Dzień Otwarty w Miejskim Ośrodku Pomocy Rodzinie i w Katolickim Ośrodku Adopcyjno-Opiekuńczym miał zachęcić mieszkańców regionu do zakładania tak zwanych rodzin zastępczych. W Opolu takich rodzin jest dziś około 170. Przebywa w nich ponad 200 dzieci. Zdaniem pracowników MOPR-u, takich rodzin jest za mało.

Dowód? W stolicy regionu działa tylko jedna zawodowa rodzina zastępcza o charakterze pogotowia rodzinnego. Od pięciu lat prowadzą ją w Opolu Beata i Antoni Dzierżanowscy. Najmłodsze dziecko, które do nich trafiło, miało cztery dni, najstarsze niecałe sześć lat. Maluchy przebywają u nich co najmniej dwa miesiące, nie dłużej jednak niż dziewięć miesięcy.To głównie dzieci “z interwencji”, zabrane z patologicznych rodzin, lub noworodki, których nie chcą wziąć rodzone matki.

- To niby tylko kilka miesięcy, ale rozstania są dla bardzo trudne – wyznaje pani Beata. – Łzy, cisza, która potem nastaje i oczekiwanie na informacje, co u naszych byłych wychowanków słychać. Utrzymujemy kontakt z każdym dzieckiem, które u nas było, raz w roku organizujemy zjazd rodzinny i przyjeżdżają do nas wtedy wszystkie dzieci.

Na dowód Pani Beata pokazuje wspólne zdjęcie z gromadką uśmiechniętych wychowanków – Dzieciom, które do nas przychodzą, trzeba poświęcić o wiele więcej uwagi niż swoim. Są nieufne, trzeba je dopiero stopniowo poznać. Dzierżanowscy mówią, że gdyby mieli jeszcze raz podjąć decyzję o stworzeniu u siebie zastępczego domu, postąpiliby tak samo. Jak mówią o sobie, są dla dzieciaków takim “szpitalem dusz”.Dzieci po kilku tygodniach pobytu chodzą już uśmiechnięte i na nowo pełne wiary w ludzi. Jaki warunek jest konieczny?

- Bezwarunkowa miłość do dzieci. Ale my od nich też dużo otrzymujemy – tłumaczy pani Beata. – Uśmiech od najmłodszych, a starsze tyle razy nam mówią “kocham cię”, że od rodzonych dzieci tak często tego wyznania nie słyszeliśmy.

- Rodziną zastępczą mogą zostać osoby, które mają polskie obywatelstwo oraz mieszkają na terenie kraju, nie są i nie były pozbawione władzy rodzicielskiej, dysponują odpowiednimi warunkami mieszkaniowymi. To nie musi być osobny pokój dla dziecka, ważne, żeby miało swój kącik do zabawy czy nauki – informuje Felicita Kościółek, kierownik MOPR-u .

Autor artykułu: Natalia Musiał

Banki dają wyższe lokaty, a fundusze zyski za lata

June 2nd, 2008

Fundusze inwestycyjne nie chcą już bezradnie patrzeć jak banki, oferując wysoko oprocentowane konta i lokaty, obierają im klientów. Lada dzień największe z nich, czyli Pioneer, KBC, Millennium ruszą z kampaniami reklamowymi, by zachęcić ludzi do ponownego inwestowania. Banki zaś nie chcą pozostać w tyle i oferują coraz wyższe oprocentowanie lokat.

W swojej nowej kampanii reklamowej fundusze nie będą jednak mogły posłużyć się starym kluczem, czyli pokazywaniem historycznych wyników, które jeszcze rok temu przyprawiały widzów o zawrót głowy.

- Teraz, gdy wiele z nich notuje ujemną stopę zwrotu będą podkreślać, że w funduszach trzeba oszczędzać regularnie i przez lata – uważa Michał Macierzyński, analityk portalu Bankier.pl. – Podkreślą też, że w czasach rosnącej inflacji, która zjada oszczędności na koncie, TFI mogą być lepszą inwestycją niż banki.

Sęk w tym, że po spadkach na giełdzie ludzie stracili zaufanie do funduszy. Tylko w pierwszym kwartale tego roku klienci wycofali z funduszy inwestycyjnych ponad 14 mld zł. Nie pomagają nawet prezenty, które fundusze oferują tym, którzy zdecydują się powierzyć im pieniądze. Są to laptopy, aparaty fotograficzne, telewizory.

- Większość klientów, którzy jeszcze rok temu lokowali pieniądze w funduszach, wierzyła, że zyski będą rosły w nieskończoność – mówi Michał Macierzyński. – Sparzyli się na gigantycznych spadkach i teraz raczej do funduszy nie wrócą.

Zwłaszcza, że banki, wykorzystując sytuację, oferują coraz wyższe oprocentowanie kont i lokat terminowych. Hitem są tzw. lokaty strukturyzowane, które dają gwarancję kapitału. Jeszcze niedawno były one dostępne tylko dla klientów, którzy wpłacali na konto co najmniej kilkanaście tysięcy złotych. Teraz banki coraz częściej obniżają te progi do 5 tys. zł lub nawet 1 tys. zł. Tak zrobił właśnie Getin Bank, proponując klientom nową lokatę strukturyzowaną. Zyski z niej mają pochodzić z inwestycji w drożejące towary rolne.

Rośnie również oprocentowanie na zwykłych rachunkach. Eurobank wprowadził właśnie konto oszczędnościowe z oprocentowaniem na poziomie 6,06 proc. Pieniądze można składać na nim od dziś. Z kolei Lukas Bank proponuje stawkę dla rachunku oszczędnościowego na poziomie aż 8 proc. Jednak to stopa promocyjna, która obowiązuje tylko do 5 sierpnia. Później wróci do standardowych stawek 4,5 proc. dla oszczędności poniżej 50 tys. zł i 5,5 proc. dla lokat powyżej 100 tys. zł.

Zaletą kont oszczędnościowych jest to, że można z nich podejmować pieniądze. Tyle, że bezpłatnie można to robić raz lub dwa razy w miesiącu. Jeśli chce się to robić częściej, trzeba płacić. W Lukas Banku tylko pierwsze podjęcie jest za darmo. Każde kolejne kosztuje 10 zł. Podobnie jest w innych bankach. Trzeba jednak przyznać, że oprocentowanie takich kont zbliża się powoli do stóp dobrych lokat. 6 proc. za depozyt roczny płacą np. Millennium, Polbank EFG czy mBank.

Stopniowo pojawia się coraz więcej produktów oszczędnościowych oprocentowanych na 8 proc. Jednak lokatę z taką stawką ma tylko Getin Bank. Aby zgarnąć tak duży zysk, trzeba złożyć na niej pieniądze na dwa lata. Nadal oprocentowanie najlepszych lokat zamyka się w przedziale 6-7 proc. – Spodziewam się, że w najbliższych miesiącach spora część banków będzie jeszcze windować oprocentowanie nawet powyżej 8 proc., bo będą chciały wygrać z inflacją, która może rosnąć ze względu na rosnącą cenę paliw – mówi Mateusz Ostrowski, analityk Open Finance.

Wątpi jednak w to, by stopy depozytów sięgnęły 9 proc. Taki scenariusz jest jego zdaniem możliwy, gdyby RPP zdecydowała się na co najmniej dwie podwyżki stóp procentowych. Jednak już w przyszłym roku mogą one zacząć spadać.

Powodem hojności banków nie są tylko rosnące stopy procentowe. Przede wszystkim wpływa na nią cena pieniądza na rynku międzybankowym, która systematycznie rośnie. A banki muszą gdzieś kupować gotówkę, by udzielać kredytów i wypłacać zyski klientom, którzy zdecydowali się założyć u nich lokaty. Nawet jeśli płacą klientom 7-8 proc. za depozyt, to i tak wychodzą na swoje. Słono bowiem liczą sobie za udzielone kredyty. Oprocentowanie kredytów gotówkowych wynosi dziś 17-18 proc. Łatwo więc policzyć, że nawet jeśli banki będą musiały wypłacić słone odsetki, to i tak zarobią drugie tyle.

Autor artykułu: Lukasz Pałka, Beata Tomaszkiewicz

W Czechach żyje się nam lepiej i taniej

June 2nd, 2008

Mieszkania i domy są u naszych południowych sąsiadów tańsze niż w Polsce, a urzędnicy nie mnożą problemów i nie przeszkadzają – mówią Polacy, którzy postanowili przenieść się do Czech.

Violetta Czekała z Bogatyni kilka lat temu dostała w spadku po babci kawałek pola tuż przy pasie granicznym. Wraz z mężem Joachimem chcieli na nim zbudować swój dom. Zamiana ziemi rolnej na działkę budowlaną ciągnęła się latami. – W końcu zaczęliśmy żartować, że może kupimy kawałek ziemi po drugiej stronie granicy i tam będzie łatwiej uzyskać zgodę na budowę. Tak zaczął kiełkować pomysł na osiedlenie się w Czechach – mówi Violetta Czekała.

Małżeństwo zaczęło szukać gotowego domu. Znaleźli go w miejscowości Srbska, 27 kilometrów od Bogatyni i półtora kilometra od przejścia granicznego w Miłoszowie. Za 160 metrowy przedwojenny, murowany, solidny dom z dużym 20 arowym ogrodem zapłacili jedynie nieco ponad 140 tys. zł. Teraz go remontują. – Za mniejszy dom w Bogatyni musielibyśmy zapłacić od 250 do nawet 300 tys. zł – mówi pani Violetta.

Kupno domu w Czechach trwało jedynie trzy dni. Wszystkie formalności załatwił pośrednik sprzedaży. Zawiózł ich nawet do zakładu energetycznego, by podpisać umowę i na policję, by dopełnić formalności meldunkowych. Niepotrzebny był notariusz, nie płacili też żadnego podatku. Na razie są zameldowani w Czechach czasowo, po pięciu latach pobytu będą na stałe.

Przed wejściem Czech do Unii Europejskiej zakup nieruchomości przez obcokrajowców był mocno utrudniony. Obecnie obowiązujące przepisy są dużo mniej restrykcyjne. Nieruchomość może kupić każdy obywatel Unii, który otrzyma zgodę nawet na pobyt tymczasowy.

- Najbardziej byliśmy zdumieni przyjęciem nas przez czeskich sąsiadów. Wcześniej byliśmy przekonani, że nikt Polakom nie będzie chciał sprzedać domu. Na miejscu okazało się, że Czesi sami do nas przychodzili i pytali, czy nie potrzebujemy pomocy – wspomina Violetta Czekała.

Bardzo zdziwili się, gdy w urzędzie chcieli załatwić pozwolenie na budowę garażu. Czeski urzędnik poinformował ich, że na własnej działce mogą postawić bez pozwolenia każdą budowlę do 40 mkw. W okolicach miejscowości Srbska jest dużo domów na sprzedaż. Niedawno sąsiadami Czekałów zostali warszawiacy, który kupili dom na wakacyjne wypady. Do kupna przymierzają się dwie inne rodziny z Polski. Nie wszyscy korzystają z usług biur nieruchomości. By znaleźć dom na sprzedaż, wystarczy przejechać się po okolicy i porozmawiać z mieszkańcami.

Polacy w Czechach szukają nie tylko nieruchomości. Niektórzy otwierają tam działalność gospodarczą. Nawet jeśli wciąż mieszkają w Polsce. Powód? Niższe podatki i maksymalne uproszczenie w prowadzeniu firmy (patrz: ramka). A poza tym, wszystkie formalności załatwia się w jednym miejscu, w tzw. checkpointach.

Joachim Czekała do pracy będzie dojeżdżał do Bogatyni, jest tam zatrudniony w elektrowni. Jego żonie, która w Polsce pracowała w kwiaciarni, nowi czescy znajomi znaleźli pracę w ogrodnictwie. – Przyda się pensja w koronach, by nie tracić na wymianie złotówek – tłumaczy.

Firma i podatki w Czechach

W Czechach obowiązuje liniowy podatek dochodowy od osób fizycznych – 15 proc. (w Polsce jest to 19 i 32 proc).

Stawka podstawowa VAT wynosi 19 proc. (w Polsce 22 proc.). Wzrosła natomiast z 5 do 9 proc. stawka obniżona VAT, w Polsce sięgająca 7 proc.

Składki społeczne i zdrowotne dla pracownika w Czechach wynoszą 35 proc. ustawowej podstawy wymiaru, a przy tzw. samozatrudnieniu – 47,5 proc.

Zarejestrowanie jednoosobowej działalności kosztuje tysiąc koron, tj. 140 zł. By założyć firmę, trzeba mieć ukończone 18 lat i nieograniczoną możliwość wykonywania czynności prawnych. Przy rejestracji potrzebny jest aktualny wypis z Krajowego Rejestru Karnego w Polsce przetłumaczony na język czeski. Osoba fizyczna musi przedstawić zaświadczenie, że nie prowadziła i nie prowadzi działalności w Czechach i nie ma zaległości w Urzędzie Skarbowym i ZUS-ie. Potrzebny jest też adres działalności, ale może być to skrytka pocztowa.

Autor artykułu: Rafał Święcki

Strajk w podzielonej poczcie

June 2nd, 2008

Związkowcy z pocztowej Solidarności wraz z innymi, mniejszymi związkami zawodowymi na poczcie zapowiedzieli strajk, do którego dojdzie3 czerwca. Jest to wynik braku porozumienia związkowców z dyrekcją Poczty Polskiej w sprawie płac. Pięć dni temu grupa trzydziestu niewielkich związków, bez “S”, podpisała porozumienie ws. podwyżki płac o 400 zł dla każdego pocztowca od 1 sierpnia oraz 400 zł w formie bonów, które mają być wypłacone do końca roku. Solidarność nie godzi się na takie warunki i domaga się podwyżki od 1 stycznia 2008 r., co wiązałoby się z uregulowaniem zaległych sum. Negocjacje ze związkowcami trwają już kilka miesięcy.

Autor artykułu: TJ

Tańsze rozmowy z naszych komórek za granicą

May 30th, 2008

Sieci komórkowe będą musiały pod naciskiem Komisji Europejskiej obniżyć ceny połączeń za granicą. Polscy operatorzy już się za to wzięli. Liczą zwłaszcza na to, że dzięki niższym cenom zarobią krocie na naszych kibicach udających się do Austrii i Szwajcarii.

Pierwszy ogłosił obniżkę w tzw. roamingu Orange, wczoraj przebiła go Era. Także Plus – jak się dowiedzieliśmy – szykuje nową ofertę.

Należąca do Grupy TP sieć Orange postanowiła wykorzystać świetną okazję, jaką są piłkarskie mistrzostwa Europy w Austrii i Szwajcarii. Zamierza się zapromować i na tym dobrze zarobić. W ramach pakietu Euro 2008 minuta połączenia z tych krajów ma kosztować abonenta 1,5 zł (brutto), zaś minuta rozmowy odbieranej 70 gr. Koszt SMS-a wyniesie 1,10 zł. To spora obniżka, bo obecnie w Szwajcarii trzeba płacić aż 4,90 zł, zaś w Austrii 2,20 zł za minutę rozmowy.

Widać, że i TP ogarnęły piłkarskie emocje, bo korzystający z nowej oferty po każdym wygranym przez naszą reprezentację meczu będą mogli liczyć na kolejne obniżki stawek roamingu, o 5-10 gr na minucie rozmowy. Dodatkowego smaczku ofercie przydaje fakt, że w wypadku wygrania przez biało-czerwonych całego futbolowego turnieju Orange obiecuje, iż połączenia w ogóle staną się bezpłatne.

- Przez jeden dzień – uściśla Wojciech Jabczyński, rzecznik TP, bo w grę wchodzi 30 czerwca – dzień po ewentualnym zdobyciu pucharu przez naszą reprezentację.

Konkurencja Orange nie pozostała dłużna. Jak się dowiedzieliśmy, 2 czerwca Play wprowadzi swoją promocję roamingu obejmującą 26 krajów UE i Szwajcarię. – Naszym klientom, bez względu na to, czy korzystają z abonamentu, czy z telefonów na kartę, obniżymy do końca czerwca ceny rozmów do poziomu krajowego, cz yli 49 gr za minutę – przyznaje Marcin Gruszka, rzecznik Play. Niestety, oferta jest ograniczona wyłącznie do połączeń wewnątrz sieci Play.

Wczoraj do akcji przystąpiły Era i jej siostrzana Heyah. I poszły o krok dalej. Ogłosiły bezterminową obniżkę cen w całej Unii Europejskiej od 3 czerwca. – Dla klientów Heyah nowe ceny rozmów oznaczają spadek o 50 proc., a dla abonentów Ery o 33 proc. Obniżamy także o ok. 80 proc. cenę transmisji danych – mówi Zbigniew Lazar, rzecznik Ery.

Plus GSM na razie zachowuje stoicki spokój. Wiemy jednak, że swoją ofertę ma opublikować w najbliższych dniach.

Czy obniżki cen to wynik unijnych nacisków? Oficjalnie firmy telekomunikacyjne zaprzeczają. Wiadomo jednak, że już raz uległy. W ubiegłym roku Komisja Europejska przeforsowała ujednolicenie stawek w UE i obniżkę ceny połączenia z ok. 3-4 zł do 2,20 zł za minutę. Teraz Komisja Europejska żąda dalszych redukcji taryf, w tym cen SMS-ów i transmisji danych. – Za kilka lat koszt połączeń w roamingu powinien zrównać się z cenami krajowymi – przyznaje Marcin Gruszka. Teraz połączenia za granicą nadal są kilkakrotnie droższe.

TP stawia na biedniejszych

Plan tp przyjazny – tak się nazywa najnowszy abonament telefoniczny, który od 1 czerwca wprowadza do swojej oferty Telekomunikacja. Przyjazny ma on być przede wszystkim dla portfeli, ponieważ kosztuje zaledwie 18,30 zł.

- To najtańsza oferta na rynku, skierowana do osób w trudnej sytuacji finansowej – tłumaczy Jacek Mrozik, dyrektor marketingu TP. W ramach abonamentu klient otrzyma co miesiąc 30 darmowych minut i będzie mógł korzystać z bezpłatnej poczty głosowej. Niestety, nowy plan taryfowy ma też poważną wadę. Będą mogły z niego skorzystać wyłącznie osoby, które mają przyznany stały zasiłek ośrodka pomocy społecznej i dostarczą pisemne potwierdzenie tego faktu do jednego z punktów TP. Operator spodziewa się, że oferta zainteresuje 200 tys. osób. Tłumaczy, że obostrzenie jest konieczne, ponieważ nowy abonament będzie oferowany poniżej kosztów. Ale w końcu nikt nigdy nie twierdził, że przyjaźń musi przynosić zyski.

Autor artykułu: Tomasz Dąbrowski

Niemodlin: Ocalony szpital wzorem dla innych

May 30th, 2008

Gmina Niemodlin jest jedyną gminą w województwie, gdzie udało się zorganizować skuteczne referendum w sprawie odwołania władz miasta. Ale i powód był wyjątkowo poważny: mieszkańcy protestowali w ten sposób przeciwko decyzji o likwidacji miejscowego szpitala. Szpital został co prawda zamknięty przez opolskie starostwo powiatowe, ale mieszkańcy wystawili rachunek burmistrzowi i radnym, którzy nie potrafili temu zapobiec. Pryśpieszone wybory wygrali wtedy politycy, którzy obiecali odrodzenie szpitala. I tak też się stało – 1 stycznia 2002 roku niemodliński szpital znów zaczął przyjmować pacjentów.

Te dramatyczne wydarzenia miały miejsce niemal dekadę temu. Wtedy zastanawiano się, czy szpital – działający w ramach jedynego w regionie Samorządowego Zakładu Opieki Zdrowotnej – będzie miał rację bytu. Okazuje się, że idealnie wstrzelił się w potrzeby lokalnej społeczności. Bardzo chwali go szef opolskiego Narodowego Funduszu Zdrowia Kazimierz Łukawiecki.

- Prowadzony w szpitalu zakład opiekuńczo-leczniczy ma bardzo wysoki poziom – mówi. – To jest wzorcowa placówka. Duża to zasługa władz miasta, które zainwestowały poważne pieniądze w modernizację obiektu i zakup sprzętu.

Włodarze Niemodlina inwestowali w szpital, choć budynek cały czas jest własnością powiatu opolskiego, oddaną gminie w bezpłatne użytkowane na okres 10 lat. – Rozmawiamy ze starostwem o przejęciu obiektu – mówi burmistrz Mirosław Stankiewicz.

- Na razie mamy umowę o bezpłatnym użytkowaniu, ale jest tu miejsce na dalsze negocjacje – mówi starosta Henryk Lakwa.

Jak mówi dyrektor szpitala Teresa Adamczyk, ZOL ma kontrakt na 53 pacjentów wymagających pełnej opieki pielęgnacyjno-lekarskiej. Są też trzy łóżka dla osób w stanie bardzo ciężkim, tak zwanym apalicznym. Co ważne, w siedzibie szpitala jest też wyjazdowy zespół Opolskiego Centrum Ratownictwa Medycznego, który obsługuje nie tylko autostradę A4, ale także jeździ do pacjentów w okolicy. Szpital wynajmuje też pomieszczenia niepublicznemu ZOZ-owi, który oferuje całodobową podstawową opiekę medyczną.

Więcej informacji na temat gminy Niemodlin już za dwa tygodnie na łamach “Polski Gazety Opolskiej”.

Autor artykułu: Marek Świercz