Archive for December, 2007

20 tys. świątecznych światełek

Thursday, December 27th, 2007

Już od dziesięciu lat posesja przy ulicy Puszkina w Nowej Wsi Królewskiej w okresie świątecznym mieni się feerią kolorowych świateł. Wszystko po to, by atmosfera świąt była jeszcze bardziej uroczysta.

Tak pięknie oświetlony dom trudno przeoczyć. Dwadzieścia tysięcy żaróweczek codziennie od połowy grudnia, punktualnie o 16:30, rozświetla dom i podwórko Tadeusza Mojsiejewa z Nowej Wsi Królewskiej. Mikołaje, bałwanki, zaprzęgi reniferów i niezliczone ilości choinek – wszystko wyczarowane ze światła.

- Większość ozdób kupuję w hipermarketach na poświątecznych wyprzedażach, część ostatnio z Anglii przywiozła mi córka – mówi Mojsiejew. – Te angielskie są bardziej wyszukane, tam tradycja dekorowania ogrodów na Boże Narodzenie jest o wiele dłuższa.

Nad kompozycją pan Tadeusz zaczyna pracować już pod koniec października, bo roku zaś całość wystroju jest zmieniana. Dom Tadeusza Mojsiejewa bierze bowiem udział w konkursie organizowanym przez koncern energetyczny Energia Pro na Najpiękniej Oświetloną Posesję.

- Do udziału namówili mnie sąsiedzi. Zagrozili wręcz, że jeśli sam się nie zgłoszę, oni zrobią to za mnie – śmieje się pan Tadeusz.

Opłacało się. Dwa razy zajął trzecie miejsce, zaś w zeszłym roku, pokonując dziewięćdziesięciu konkurentów, zdobył nagrodę główną. Komentuje: – Sąsiedzi są bardzo życzliwi i chętnie pomagają mi w dekorowaniu domu.

W całej wsi można zauważyć coraz więcej świątecznych ozdób przy posesjach. – Rywalizacja? Raczej zdrowa mobilizacja – ocenia Mojsiejew. – Wszyscy chcą jakoś przyczynić się do odszarzenia rzeczywistości. Na podwyższone rachunki za prąd nikt nie zwraca uwagi.

Autor artykułu: Michał Wilk

Policja ostrzega przed “wnuczkami”

Thursday, December 27th, 2007

Uwaga! Fałszywi wnuczkowie wracają. Opolska policja apeluje, byśmy chronili swoje oszczędności i nie dali się naciągnąć oszustom.

We wrześniu tego roku opolskim policjantom udało się rozbić dwie grupy działające w calej Polsce metodą na “wnuczków”. Polega ona na tym, że oszuści dzwonią głównie do osób starszych i mówią, że są ich krewnymi i pilnie potrzebują pieniędzy na zakup samochodu lub adwokata do sprawy sądowej. Rzekomi krewni po pieniądze nie zjawiają się osobiście, ale podsyłają znajomych. Po odebraniu pieniędzy kontakt się urywa, a oszukani tracą czasem nawet kilkanaście tysięcy złotych.

- Po rozbiciu obu grup w kraju zaprzestano dokonywania oszustw podobną metodą. Przez dwa miesiące nie było podobnych zdarzeń. Do czasu. W ostatnich dniach wnuczkowie znów się pojawili – mówi Maciej Milewski, rzecznik Komendy Wojewódzkiej Policji w Opolu. – Sygnały o ich działalności mamy już z sąsiednich województw. Lada chwila mogą się pojawić na naszym terenie – przestrzega.

Musi to być nowa grupa, gdyż członkowie obu szajek rozbitych przez naszą policję, siedzą za kratkami – Jeśli już ktoś taki do nas zadzwoni najlepiej od razu skontaktować się z policją – radzi Milewski.

Autor artykułu: Maciej T. Nowak

Jedyna taka Wigilia w regionie

Tuesday, December 25th, 2007

Ponad 1.200 paczek przygotowano w tym roku dla opolan zaproszonych na wspólną wigilię, którą już po raz 14-ty przygotował ks. Zygmunt Lubieniecki, proboszcz parafii św. Józefa w Opolu-Szczepanowicach. Stołówka “Konsument”, doskonale wszystkim znane dawne kasyno policyjne, pękała w szwach. Goście – ludzie bezdomni, biedni, wykluczeni albo po prostu bardzo samotni – szczelnie wypełnili nie tylko główną salę, ale także pomieszczenia na pierwszym piętrze. Z roku na rok uczestników tej jedynej w swoim rodzaju wieczerzy wigilijnej przybywa.

- I to smuci – mówi ordynariusz opolskiej diecezji abp Alfons Nossol. – Bo przecież gospodarka się rozwija, ludziom żyje się coraz lepiej. Ale wciąż jest wielu jest takich, którzy znaleźli się na marginesie życia i już nie potrafią do niego wrócić. Coraz więcej jest też ludzi nie tyle biednych, co po prostu samotnych. Przychodzą, bo przed Wigilią czują tę samotność szczególnie dotkliwie.

Wśród najhojniejszych sponsorów prym wiedzie holenderska firma OTTO. Guide Vreuls z OTTO pochodzi z katolickiego Maastricht i dlatego polskie Boże Narodzenie bardzo mu się podoba. Głównie dlatego, że jest niezwykle rodzinne, takie jakie było w Holandii kilka dekad temu.

- Dziś Boże Narodzenie wygląda u nas zupełnie inaczej – opowiadał. – Ludzie wykorzystują wolne dni, by wybrać się do dobrej restauracji, gdzie miejsca trzeba rezerwować kilka miesięcy wcześniej. Rodzinnych spotkań w domach, jak w Polsce, u nas nie ma. Nie znamy także tradycji łamania się opłatkiem.

A na opolskiej wigilii właśnie moment łamania się opłatkiem jest najbardziej wzruszający. Bo to chwila, gdy pozycja społeczna się nie liczy – biedni i wykluczeni mogą podzielić się opłatkiem ze swoim arcybiskupem, wojewodą czy prezydentem Opola. Ta chwila chyba i dla nich jest ważniejsza niż sam posiłek i paczki, dzięki którym mogą godnie przeżyć święta. Choć, co podkreśla ks. Lubieniecki pomoc jest trudna do przecenienia.

- Uczyliśmy się latami tego, co należy tym ludziom podarować – opowiadał. – I dziś już wiemy. W ogóle bardzo wiele się nauczyliśmy. Kilkanaście lat temu musiałem napić się alpagi, okropnego kwaśnego wina, z bezdomnym, który przyprowadził mi 35 mieszkańców dworca i kanałów.

Autor artykułu: Marek Świercz

Boją się strzelanin, więc odrzucili kasyno

Friday, December 21st, 2007

Radni nie chcą mieć w Niemodlinie salonu gier na automatach. Boją się o morale swoich dzieci i o strzelaniny w mieście. Sprawa budzi wiele emocji i do jej zakończenia jest jeszcze daleka droga.

Salon gier chciała otworzyć w Niemodlinie warszawska spółka Casino Vegas.

- Uruchomienie firmy wiązałoby się z konkretnymi korzyściami dla miasta – przekonuje Jerzy Kołodziej, właściciel spółki. Casino Vegas chciała zatrudnić nawet 12 osób oraz wspierać finansowo miejscowe imprezy i akcje charytatywne.

Lokal miał powstać w przydrożnym motelu “Domino”, na co zgodził się jego właściciel. Zobowiązał się także do rozbudowy części noclegowej obiektu, do 50 miejsc.

Pozytywną opinię dotyczącą utworzenia salonu gier wydała komisja społeczna przy Radzie Miejskiej w Niemodlinie. Radni stwierdzili, że motel jest oddalony od miasta, a w jego pobliżu nie ma zabudowy mieszkalnej.

Z kolei członkowie komisji budżetowej przy Radzie Miejskiej powstrzymali się od jednoznacznego werdyktu, pozostawiając projekt uchwały indywidualnym ocenom radnych. Zwrócili jednak uwagę na podatki, które wpłyną do gminnej kasy.

- Uchwała rady jest jednym z dokumentów pozwalających na wystąpienie o uzyskanie zezwolenia dla spółki – tłumaczy przewodniczący Rady Miejskiej, Jan Oleksa. – Bez akceptacji radnych projekt nie ma szans na realizację.

W trakcie dyskusji radni zgłaszali wiele wątpliwości związanych z funkcjonowaniem salonu. Obawiano się o morale dzieci czy o strzelaniny w mieście.

- Nie mam pojęcia, w jaki sposób salon będzie funkcjonował. A co jeśli się okaże, że właściciele nie panują nad tym, co się tam dzieje? – przestrzegał jeden z radnych.

- Nie chciałbym, aby moje dzieci tam chodziły – dodaje inny.

Swój sprzeciw dla kasyna, w trakcie głosowania, wyraziło siedmiu radnych. Za powstaniem salonu optowało pięciu, a jeden wstrzymał się od głosu.

- Źle się stało – ocenia Jan Oleksa.

Autor artykułu: Marek Jary

Ciało denata porzucili koło śmietnika

Friday, December 21st, 2007

77-letni Edward O. trafił wczoraj za kratki aresztu. Jest podejrzany o zamordowanie mężczyzny, z którym wcześniej pił alkohol.

Do tragedii doszło w nocy z niedzieli na poniedziałek, w miejscowości Płużnica Wielka koło Strzelec Opolskich.

W poniedziałek rano, na jednej z posesji, koło śmietnika, znaleziono zwłoki 47-letniego Józefa G. Obrażenie jakie miał świadczyły o tym, że został zabity. Podejrzenia śledczych potwierdziły dodatkowo wyniki sekcji zwłok.

- Znalezienie sprawcy zajęło policjantom zaledwie kilka godzin, mimo, iż sprawcy zacierali ślady zbrodni – poinformował Maciej Milewski, rzecznik opolskiej policji. – Zatrzymano 77-letniego Edwarda O.

Tragiczne zdarzenie najprawdopodobniej wyglądało następująco: w mieszkaniu 77-latka odbyła się impreza suto zakrapiana alkoholem. Uczestniczyło w niej kilka osób. Większość uczestników imprezy rozeszła się do swoich mieszkań. W domu gospodarza pozostał jedynie on sam i Józef G.

Między mężczyznami doszło do sprzeczki o alkohol, a następnie do bójki. Silniejszy okazał się starszy mężczyzna, właściciel domu.

Później w mieszkaniu pojawił się 29-letni Zbigniew S., który pomógł Edwardowi O. w przeniesieniu zwłok na posesję odległą o kilkadziesiąt metrów.

- Edwardowi O. strzelecka prokuratura postawiła zarzut zabójstwa. Przyznał się do niego. Na wniosek prokuratury sąd aresztował go na trzy miesiące – powiedziała nam Lidia Sieradzka, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Opolu. – Z kolei Zbigniewowi S. zarzucono utrudnianie śledztwa. Przyznał się do winy i został zwolniony.

Pierwszemu mężczyźnie, podejrzanemu o zabójstwo grozi od ośmiu lat pozbawienia wolności do dożywocia. Zacieranie śladów zbrodni jest zagrożone karą pięciu lat więzienia.

Autor artykułu:

Śląsk Opolski coraz bardziej podzielony

Thursday, December 20th, 2007

Nie ma jednej Opolszczyzny. Są dwie, różniące się pod względem etnicznym i materialnym. Zachodnie powiaty regionu – namysłowski, brzeski i nyski – zamieszkane przez polską większość, są coraz bardziej zagrożone ubóstwem. Miasto Opole i powiaty zamieszkane przez mniejszość niemiecką, wręcz przeciwnie, są w coraz lepszej kondycji. Ich mieszkańcy żyją na tak wysokiej stopie, że windują w górę cały region. Opolskie – mimo kłopotów powiatów graniczących z Dolnym Śląskiem – pod względem poziomu życia mieszkańców sytuuje się na szczycie rankingu województw. – A to znaczy, że przepaść między bogatą i biedną Opolszczyzną jest coraz większa – mówi Jerzy Czerwiński, wojewódzki radny PiS, a wcześniej poseł Ruchu Katolicko-Narodowego.

Czerwiński jest autorem określenia “półksiężyc biedy”, które kilka lat temu zrobiło w opolskiej polityce sporą karierę. Nazwał tak wspomniane zachodnie powiaty, które – gdy spojrzeć na mapkę – rzeczywiście układają się w rodzaj półksiężyca. Zdaniem Czerwińskiego, problem rozdarcia regionu na dwie zupełnie różne części robi się coraz bardziej palący. Dowodem ma być ostatni raport Regionalnego Ośrodka Polityki Społecznej na temat problemu ubóstwa i wykluczenia społecznego w regionie. Raport rzeczywiście daje do myślenia: z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że w w 1999 roku mieliśmy na Opolszczyźnie 13 gmin zagrożonych ubóstwem. Tymczasem w roku 2006, czyli po siedmiu latach funkcjonowania samorządu wojewódzkiego, liczba zagrożonych gmin wzrosła do 20. I wszystkie one sytuują się w “półksiężyciu biedy”.

- Wynika z tego jasno, że jest coraz gorzej – komentuje Czerwiński. – Jeszcze kilka lat temu te gminy jakoś walczyły i dawały sobie radę. No i wygląda na to, że tę wojnę przegrywają.

“Polska Gazeta Opolska” chciała porozmawiać na ten temat z przedstawicielem Zarządu Województwa. Ponieważ marszałek Józef Sebesta dochodzi do zdrowia po wypadku, najlepszym kandydatem był wicemarszałek Józef Kotyś z mniejszości niemieckiej. Nie miał jednak czasu na rozmowę i za pośrednictwem swojej rzeczniczki przekazał, że walka z ubóstwem należy do zadań gmin, a nie zarządu województwa.

Radny Czerwiński nie jest zdziwiony tym, że włodarze regionu nie chcą rozmawiać o podziałach wewnątrz regionu. – Gdy poruszyłem ten temat na sesji Sejmiku, miałem wrażenie,że wszyscy tylko czekają, kiedy skończę – wspomina. -Należy pamiętać, że regionem de facto rządzi mniejszość niemiecka: najpierw w koalicji z AWS, potem z SLD, a teraz z PO. Dla niej temat jest niewygodny. Już podczas debaty na temat istnienia samodzielnego województwa opolskiego ostrzegałem, że opłaca się ono przede wszystkim opolskim elitom urzędniczym i mniejszości niemieckiej. Wychodzi na to, że miałem rację. To województwo trzeba skleić, bo w końcu się rozpadnie.

Z argumentacją Czerwińskiego nie zgadzają się byli włodarze regionu. Były marszałek Grzegorz Kubat z SLD przypomina, jak wiele unijnych pieniędzy poszło na projekty zgłoszone przez samorządy z “półksiężyca biedy”. Podobnego zdania jest przynajmniej część samorządowców, choćby burmistrz Głuchołaz Edward Szupryczyński (patrz obok). Niewykluczone więc, że różnica w poziomie życia wynika nie tyle z błędów polityki regionalnej, co z transferu gotówki zarobionej przez opolskich Niemców w Unii.

Samorządowcy twierdzą, że to nie takie proste

Wśród gmin, które – według rankingu ROPS – mają coraz większe problemy z ubóstwem mieszkańców są też Głuchołazy w powiecie nyskim. Burmistrz Edward Szupryczyński jest tym zaskoczony, bo ocenia sytuację gminy inaczej. Co więcej, apeluje o to by nie szukać uproszczonych wyjaśnień.

- Głuchołazy należą do tych gmin, które potrafiły skorzystać z szansy, jaką dają różne unijne projekty – mówi. – Bardzo dużo naszych pomysłów zostało zaakceptowanych i nigdy chyba nie mieliśmy tak wielkich pieniędzy.

Zdaniem Szupryczyńskiego, różnic w poziomie życia między mieszkańcami zachodniej i wschodniej części regionu nie należy tłumaczyć błędną polityką władz regionu. Jeśli już, to błędami polityki społecznej kształtowanej w Warszawie.

- To tam ustala się płacę minimalną i standardy opieki społecznej – mówi.- Mamy osoby,które żyją w konkubinacie, bo to zapewnia im pomoc socjalną na poziomie1.500 złotych netto. Trudno się dziwić, że nie szukają pracy.Praca jest,bezrobocie spadło u nas o całe 10 procent. Ale ludzie muszą chcieć tę pracę podjąć.I to jest problem.

Autor artykułu: Marek Świercz

Clowni u małych pacjentów

Tuesday, December 18th, 2007

Chore dzieci leżące na oddziale pediatrycznym i chirurgicznym Wojewódzkiego Centrum Medycznego bawili wczoraj wolontariusze z grupy Doktora Clowna.

Niczym Patch Adams zarażali pacjentów uśmiechem, rozdając im czerwone noski i inne skromne upominki. Dzieci były zachwycone.

Autor artykułu: MSZ

Gminy chcą rządzić szkołami

Tuesday, December 18th, 2007

Opolscy samorządowcy zrzeszeni w Związku Gmin Śląska Opolskiego z nadzieją przyjęli zapowiedź zmiany polityki oświatowej. Bardzo spodobał im się pomysł przekazania gminom większej władzy nad publicznymi szkołami. Związek walczy o to od kilkunastu lat. Także teraz, korzystając ze zmiany warty w Warszawie, wysłał premierowi Donaldowi Tuskowi swoje postulaty. Apeluje o zmiany systemowe i doraźne, które z marszu mogłyby usprawnić funkcjonowanie gminnego szkolnictwa. – Oświatowe prawo jest przeregulowane, pełne zbędnych i źle przygotowanych przepisów – tłumaczy Czesław Tomalik, prezes zarządu ZGŚO.

Przykład pierwszy z brzegu: nowe przepisy dotyczące szkolnych stołówek, które zakładają, że wszystkie decyzje – włącznie ze zwolnieniem uboższych uczniów z płacenia za obiady – musi podejmować organ prowadzący szkoły, czyli – samorząd. Zdaniem ZGŚO, z powodzeniem może to robić dyrektor szkoły w porozumieniu z Radą Rodziców. Przepisy nie biorą też pod uwagę, że w niektórych miejscach stołówki zastąpił catering.

Dla Związku najważniejsze są jednak zmiany systemowe. Ponieważ subwencja przekazywana na utrzymanie szkół od samego początku jest niedoszacowana (ZGŚO wie o tym doskonale, bo monitoruje gminne wydatki na szkoły od kilkunastu lat), Związek chce, by rząd opracował zestaw oświatowych standardów (ilościowych i jakościowych), by je potem rzetelnie wycenić. Na podobnych zasadach, jak dziś NFZ wycenia koszt świadczeń medycznych.

- Wtedy moglibyśmy sami decydować o sieci szkół i innych kluczowych sprawach. Oczywiście pod warunkiem zachowania standardów – tłumaczy Jerzy Dróbka, wójt Olszanki, która bezskutecznie próbowała reformować oświatę na własną rękę.

Dziś jest inaczej: o wielu kluczowych sprawach związanych z działaniem szkół decyduje kurator, choć – co podkreśla Tomalik – konstytucja mówi, że działalność samorządu jest nadzorowana tylko pod kątem zgodności z prawem. W oświacie ta kontrola idzie dalej: negatywna opinia kuratora może zablokować likwidację tej czy innej szkoły, i to nawet wtedy, gdy radni dogadali się w tej sprawie z rodzicami. – Najwyższy czas skończyć z tą dwuwładzą – mówi Tomalik. – Skoro samorząd odpowiada za szkolnictwo publiczne na swoim terenie, musi mieć realny wpływ na to, co się w szkołach dzieje.

Jak samorządowcy reformowali swoją oświatę

Włodarze opolskich gmin, nie mogąc się doczekać reformy, próbowali działać na własną rękę. Z mizernym skutkiem, bo ich pomysły były torpedowane przez kuratorium oświaty.

Były wójt Olszanki Zbigniew Furs chciał – idąc w ślady dolnośląskich Stoszowic – oddać szkoły specjalnie założonej w tym celu fundacji. Był to sposób na obejście Karty Nauczyciela, w której zapisano szereg nauczycielskich przywilejów. – Nic z tego nie wyszło, bo kuratorium zaopiniowała ten plan negatywnie – mówi obecny wójt Jerzy Dróbka.

Na inny pomysł wpadł kontrowersyjny burmistrz Olesna Edward Flak: chciał rozliczać nauczycieli z 40-godzinnego tygodnia pracy. Protestowały i związki zawodowe, i inspekcja pracy. Nowy burmistrz Sylwester Lewicki zrezygnował z takich rozwiązań. – Traktuję nauczycieli jak ludzi dorosłych, a nie jak dzieci, które muszą mieć dzienniczki – mówi Lewicki. I on jednak jest zwolennikiem przekazania gminom większej władzy nad szkołami.

Autor artykułu: Marek Świercz

Obwodnica w rekordowym tempie

Tuesday, December 18th, 2007

Od wczoraj kierowcy mogą jeździć obwodnicą wsi Poborszów leżącej na trasie Opole – Kędzierzyn-Koźle.

- Wybudowano ją w rekordowo krótkim czasie – mówi Michał Wandrasz, rzecznik opolskiego oddziału Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad. – Droga wyprowadzi z wioski. Wcześniej były tam dwa ostre i niebezpieczne zakręty, na których dochodziło do wielu kolizji i wypadków ciężarówek.

Obwodnica ma 3,1 km długości. Budowę rozpoczęto pod koniec marca br., a odbiór odbył się 15 grudnia. Koszt budowy nieznacznie przekroczył 29 mln zł.

Obwodnica ma jezdnię o dwóch pasach ruchu po 3,5 m szerokości oraz umocnione pobocza bitumiczne o szerokości 2 m. W trakcie budowy wykonano również m.in. sześć przepustów pod drogą, wycięto 71 drzew (nasadzając w zamian 245 lip i jesionów), ustawiono 1290 metrów barier energochłonnych oraz 63 lampy.

Autor artykułu: MAN

IPN nie wyjaśni sprawy papieża

Saturday, December 15th, 2007

Śledztwo dotyczące spisku komunistycznych służb specjalnych kierujących zamachem na Jana Pawła II, które prowadzi katowicki pion śledczy IPN, wisi na włosku. Prokuratorzy, którzy wczoraj otrzymali z Włoch dokumenty dotyczące tej sprawy, nie będą mogli się z nimi zapoznać, bo są one w języku włoskim, bułgarskim i tureckim. IPN nie ma pieniędzy na ich przetłumaczenie.

Przekazane przez Włochów dokumenty to w sumie 20 tys. stron akt tzw. komisji Mitrochina, która starała się wyjaśnić kulisy zbrodni. Materiały zawierają m.in. wyrok skazujący Ali Agcę i uniewinniający ws. Bułgarów podejrzanych o inspirowanie zamachu. Kolejne akta, – ok. 15 tys. stron – trafią do IPN w przyszłym roku.

Autor artykułu: