Wojacy opowiadali jak radzą sobie na misjach

May 30th, 2008

Dzień Peacekeepera ściągnął wczoraj do Klubu Garnizonowego w Opolu tłumy gości.

Dzień Peacekeepera to spotkanie żołnierzy i kombatantów, którzy uczestniczyli w misjach pokojowych. Do jednostki wojskowej przy ul. Domańskiego chętnie przyszła młodzież szkolna. Dzień rozpoczął się dla niej konkursem wiedzy o misjach pokojowych.

Potem chorąży Stanisław Gaweł z werwą opowiadał o urokach i niebezpieczeństwach swojej misji w Iraku, wywołując na przemian to salwy śmiechu, to znów przerażenie na twarzach młodych ludzi.

- Zatrzymaliśmy się na autostradzie, bo czekaliśmy na eskortę amerykańską, która miała nas wprowadzić do miasta – opowiadał. – Baliśmy się wyjść z samochodu, bo nie byliśmy pewni czy pola wokół nie są zaminowane. Nagle patrzymy, podchodzi ludność z okolicznej wioski…

Okazało się, że miejscowi mężczyźni chcieli handlować z polskimi wojakami.

- Gorąco było strasznie, ziemia parzyła w stopy, a miejscowi chodzili na boso, cóż znaczy siła przyzwyczajenia – żartował Stanisław Gaweł.

Uczniowie mogli przymierzyć kamizelki kuloodporne, hełmy i na własnej skórze przekonać się, że umundurowanie żołnierza nie jest lekkie.

Czesław Gąsior i Wiesław Stebelski uczestniczyli w misji pokojowej w Egipcie w 1973 roku.

- Była to trudna misja – wspominają. – Polacy po raz pierwszy uczestniczyli wtedy w misji pokojowej, musieliśmy tworzyć bazę od podstaw. Zajmowaliśmy się logistyką – dodali. – Ale ludność miejscowa była do nas nastawiona raczej przychylnie, to ułatwiało naszą pracę.

Autor artykułu: Natalia Musiał

Klienci WGI wciąż nie odzyskali pieniędzy

May 29th, 2008

Makler to facet, który obraca twoimi pieniędzmi, dopóki nie znikną – o tym, jak prawdziwe potrafi być to powiedzenie, na własnej skórze przekonało się ponad tysiąc klientów Warszawskiej Grupy Inwestycyjnej, którzy powierzyli spółce ponad 300 mln zł. Ponad dwa lata po wybuchu największego skandalu w historii polskiego rynku kapitałowego winni afery nie zostali skazani, a poszkodowani nie odzyskali swoich pieniędzy. Sprawa kładzie się cieniem na instytucjach państwowych, których zadaniem jest ochrona naszych oszczędności.

Poszkodowani w aferze WGI DM zaczynają tracić nadzieję na to, że jeszcze kiedyś odzyskają powierzone spółce pieniądze. A ponieważ nie wierzą, że prokuratura i ABW szybko wyjaśnią sprawę, sami zaangażowali prawników i po ponad- rocznym badaniu dostępnych w sprawie dokumentów właśnie złożyli kolejne doniesienie do prokuratury. Zarzucają w nim byłym szefom WGI oszustwo i przywłaszczenie mienia o znacznej wartości. Dla wielu z nich były to oszczędności całego życia.

Do niefortunnych klientów WGI należą państwo Izabela i Zdzisław Sobieccy, małżeństwo emerytów spod Warszawy. 18 lat pracowali za granicą. Przez ten czas uskładali 80 tys. dol., które po powrocie do Polski ulokowali w WGI DM. – To były pieniądze na godną emeryturę, chcieliśmy pomóc córce, chcieliśmy, żeby nasze wnuki miały jakieś pieniądze na życiowy start – opowiadają dzisiaj.

Podobnie jak i innych, Sobieckich zachęciła do zainwestowania w WGI obecność w kierownictwie spółki osób darzonych powszechnym szacunkiem i zaufaniem. W radzie nadzorczej WGI zasiadał m.in. były minister spraw zagranicznych prof. ekonomii Dariusz Rosati, były doradca ekonomiczny prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego Witold Orłowski czy szefowa Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych “Lewiatan” Henryka Bochniarz. Firma dbała o PR, organizowała niezliczone konferencje, była sponsorem wielu imprez. Jej szefowie na każdym kroku podkreślali, że bezpieczeństwo powierzonych środków jest dla nich najważniejsze.

- Do WGI przychodziły głównie osoby starsze. Skuszone wizją bezpiecznych zysków lokowały oszczędności całego życia, aby zapewnić sobie spokojną starość – podkreśla mec. Robert Nogacki, prawnik reprezentujący poszkodowanych.

Afera jak grom z jasnego nieba spadła na klientów WGI w kwietniu 2006 r., gdy Komisja Papierów Wartościowych i Giełd odebrała WGI licencję na prowadzenie działalności maklerskiej. Stwierdzono licz-ne nieprawidłowości związane z prowadzeniem księgowości. Okazało się, że klienci przez cały czas otrzymywali nieprawdziwe dane o stanie swoich rachunków. Z informacji wynikało, że ich zyski rosną, podczas gdy rzeczywistość była zupełnie inna. W czerwcu 2006 r. sąd ogłosił upadłość WGI, a miesiąc później ABW zatrzymała trzech członków zarządu WGI pod zarzutem przywłaszczenia 10 mln zł na szkodę 22 klientów. Wszyscy trzej wyszli na wolność po wpłaceniu 200 tys. zł kaucji.

Zdaniem Piotra Cieślaka ze Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych afera WGI to dowód na to, że polskie prawo nieskutecznie chroni inwestorów. – Sprawy w prokuraturach i sądach się przeciągają, a to umożliwia lub wręcz zachęca do nadużyć – uważa Piotr Cieślak. Podobnego zdania jest mec. Robert Nogacki. – Cała sprawa WGI to w tej chwili kilkanaście kartonów przeróżnych akt. Wszystko jest niezwykle skomplikowane – mówi prawnik. – Tymczasem nad sprawą pracuje jeden prokurator, jeden oficer ABW i jeden biegły. To zdecydowanie za mało, aby można było mówić o skutecznych działaniach organów ścigania – ocenia Nogacki.

Obawy poszkodowanych w aferze WGI budzi to, że jeżeli śledztwo w tej sprawie będzie toczyć się w takim tempie jak do tej pory, część zarzutów, które można by w tej sprawie postawić, ulegnie przedawnieniu. Do tego wciąż nawet nie wiadomo, gdzie podziały się pieniądze klientów.

Wielkie afery na świecie i w Polsce

Enron – najgłośniejszy skandal związany z prowadzeniem przez firmę fałszowanej księgowości.
Upadek amerykańskiego giganta energetycznego w 2001 roku wywołał zamieszanie na całym świecie. Okazało się, że koncern oszukiwał inwestorów, klientów i pracowników. Gdy sprawa wyszła na jaw, firma w ciągu dwóch dni straciła na wartości 60 mld dol. i zbankrutowała. Oszczędności całego życia stracili głównie pracownicy firmy, która prowadziła ich programy emerytalne.

Bezpieczna Kasa Oszczędności.
To pierwsza głośna afera w Polsce, w której klienci spółki finansowej stracili duże oszczędności. Około 10 tys. osób powierzyło w 1989 r. Lechowi Grobelnemu około 25 mld starych złotych. Rok później Grobelny uciekł do Niemiec, a oddziały BKO zaczęli oblegać poszkodowani klienci. Ciało Grobelnego znaleziono w 2007 r. z raną kłutą klatki piersiowej.

Autor artykułu: Łukasz Pałka

Przybyło nam obywateli RP

May 28th, 2008

- Niczego mi w życiu nie brakuje – mówi Ildar Michalak pochodzący z Rosji. Większość swojego życia spędził w Astrachaniu, miejscowości nad Morzem Kaspijskim. W Polsce przebywa od 10 lat, wczoraj otrzymał polskie obywatelstwo. Wraz z nim odebrali je Mohamad Jesri z Syrii oraz Ranjit Abelak z Mauritiusa. Dwaj ostatni zostali w kraju nad Wisłą z powodu…kobiet.

- Przyjechałem do Polski na praktykę – mówi Mohamad Jesri. – Swoją żonę poznałem w zakładzie fryzjerskim, gdy obcinała mi włosy. Zamieniłem z nią kilka słów. To była miłość od pierwszego wejrzenia.

Jak sam przyznaje język polski nie jest łatwy, więc na początku posługiwał się niewielka ilością słów. Potem było już coraz łatwiej. – Szybko się uczę – dodaje.

Polki przyciągają jak magnes, bo podobna sytuacja spotkała pana Ranjitina Abelaka, który z żoną Ewą jest 35 lat. – Poznaliśmy się na pierwszym roku studiów, na pierwszym wykładzie – mówi z uśmiechem.

Mają trójkę synów, dwóch przebywa poza granicami naszego kraju .- Teraz nie ma problemu odwiedzić rodzinę i synów, jesteśmy ze sobą w stałym kontakcie – dodajeAbelak. – Jak studiowałem, to na list czekałem sześć miesięcy.

Obaj przyjechali do Polski sami, ale założyli tu rodziny. Za to Ildar Michalak nie ma jeszcze żony, ale narzeczoną. Przyjechał do matki, która wcześniej wyjechała z Rosji. Mówi płynnie po polsku. – Często odwiedzałem matkę, bawiłem się z dziećmi, wtedy dużo łatwiej nauczyć się języka – mówiMichalak.

W Polsce skończył studia na Politechnice Wrocławskiej, obecnie pracuje jako kierownik banku. Nie planuje wyjechać, bo – jak podkreśla – to tu rodzinę i prace.

Już dawno pracę w swoim zawodzie znalazł Ranjit Abelak, który – podobnie jak jego żona – jest lekarzem. Mimo iż urodzili się i żyli w innych kulturach i religiach tworzą zgodną rodzinę. – Zawsze są jakieś różnice, należy je zrozumieć, aby żyć wspólnie – mówi pani Ewa, żona Abelaka. – Ja jestem katoliczką, mąż hindusem.

W domu gotują wyłącznie potrawy polskie. Inaczej jest u państwa Jesri, gdzie każdy z małżonków wniósł coś ze swojej kultury do domowego menu. – Kiedyś były problemy z niektórymi produktami czy przyprawami – mówi Mohamad. – Teraz można już wszystko kupić na miejscu.

Wszyscy czują się w naszym kraju bardzo dobrze.

- Kocham Polskę za język i różnorodność krajobrazów, a samych Polaków za humor i ich gościnność – mówi Ranjit Abelak. – Jestem wdzięczny, że mogę być Polakiem jak cała moja rodzina.

Mieszkają u nas cudziemcy z 68 państw

W 2007 roku polskie obywatelstwo otrzymało 51 mieszkańców Opolszczyzny, w tym już 27. Znacząca grupa to repatrianci. Część cudzoziemców stara się o uznanie obywatelstwa przez wojewodę. Muszą jednak spełnić określone, dość surowe warunki. W zeszłym roku z tej formy skorzystały 4 osoby, w tym już 5. Większość cudzoziemców stara się o nadanie obywatelstwa przez prezydenta RP. W zeszłym roku udało się je otrzymać 21 osobom, w tym na razie 4. Przeważają przybysze z Ukrainy, Mołdawii oraz Niemiec. Pojawiają się też obywatele takich krajów jak Ghana, Mauritius czy Wysp Świętego Tomasza. Na terenie regionu mieszkają cudzoziemcy z 68 państw.

Autor artykułu: Magdalena Pilor

Sebesta w kominie

May 28th, 2008

Radni Sejmiku Wojewódzkiego podnieśli wczoraj pensję marszałkowi Józefowi Sebeście. Za było 22 radnych, w tym kilku radnych opozycji, nikt nie głosował przeciw, wstrzymało się 5 osób. Zgodnie z najnowszym rozporządzeniem wynagrodzenia marszałka można było podnieść o 14,5 procent (takie podwyżki dostaną średnio pracownicy Urzędu Marszałkowskiego), ale ostatecznie będzie zarabiał więcej tylko o 5,8 procent. Czemu? Bo z racji wysługi lat ma taką pensję, że przy wyższej podwyżce podpadłby pod przepisy tzw. “ustawy kominowej”. Ustawa dopuszcza zarobki na poziomie 12.411 złotych. Sebesta będzie zarabiał 12.365 złotych, oczywiście brutto.

Uchwała wywołała pewne kontrowersje, bo została zgłoszona w ostatniej chwili, tuż przed sesją, co nie podobało się radnym opozycji. Przeciw samej podwyżce nikt jednak nie protestował, co dowodzi, że praca Sebesty jest przez radnych oceniana wysoko. Bardzo chwalił go przewodniczący Sejmiku Bogusław Wierdak, przypominając, że opinia Regionalnej Izby Obrachunkowej na temat wykonania budżetu za 2007 rok była wyjątkowo pozytywna.

- Tak dobrej oceny samorząd województwa nigdy wcześniej nie dostał – przekonywał radnych Wierdak.

Nie jest wykluczone, że wysoka ocena pracy Sebesty przyczyni się do zmiany prawa. Wierdak mówi, że wystąpił do Związku Województw, by ten przygotował nowelizację prawa uwalniającą marszałków regionów spod władzy ustawy kominowej.

Jak dziś wygląda pensja marszałka Sebesty? Wynagrodzenie zasadnicze to 6.200 zł, do tego dochodzi dodatek funkcyjny w wysokości 2.500 zł i specjalny w wysokości 2.425 zł oraz kolejne 1.240 zł za wysługę lat.

Autor artykułu: Marek Świercz

Spółki wybierają rynek New Connect

May 27th, 2008

To mit, że alternatywny rynek New Connect jest tylko dla małych, innowacyjnych spółek. Wystarczy spojrzeć na tegorocznych debiutantów. Coraz częściej firmy zgarniają z niego więcej pieniędzy niż z podstawowego parkietu giełdy. Zdaniem analityków właśnie New Connect może już niedługo okazać się szansą dla wszystkich tych spółek, które ze względu na złą sytuację na głównym parkiecie musiały zawiesić swoje plany emisji akcji.

Dzisiaj na rynku New Connect zadebiutuje jeden z największych w Polsce producentów i dystrybutorów urządzeń wentylacyjnych – Centrum Klima. Będzie to już 51. firma notowana na tym parkiecie. Od inwestorów udało się jej pozyskać ponad 7 mln zł, które przeznaczy m.in. na wyposażenie hal produkcyjnych. Wartość emisji jest większa od kilku tegorocznych debiutów z głównego rynku giełdy – np. TF SKOK czy Drewex pozyskały na nim tylko po ok. 4 mln zł. Tyle samo co Centrum Klima chce pozyskać z New Connect agencja marketingowa EM Lab, która zadebiutuje w połowie czerwca.

Zdaniem Marka Zubera, głównego analityka firmy doradczej Dexus Partners, o tym, że coraz więcej firm wybiera New Connect zamiast głównego rynku, decydują przede wszystkim o wiele prostsze procedury wejścia na parkiet równoległy.

- Spółka, która chce iść na główny parkiet, zwykle czeka na zatwierdzenie prospektu emisyjnego około sześciu, siedmiu miesięcy – mówi Marek Zuber. – W przypadku New Connect zajmuje to kilka tygodni – dodaje.

Dlatego coraz więcej firm, którym zależy na szybkim pozyskaniu pieniędzy na rozwój czy ekspansję, rezygnuje z długotrwałych procedur i idzie na New Connect. Kosztem takiej decyzji z pewnością jest mniejszy rozgłos i prestiż związany z debiutem. Korzyścią – oszczędność czasu i pieniędzy.

Według analityków rynek New Connect może w najbliższym czasie stać się także alternatywą dla spółek, które chciały zadebiutować na głównym parkiecie, ale uważają, że będą miały duży problem ze sprzedaniem akcji w ofercie publicznej. Ostatnio dzieje się to coraz częściej. Winne są fundusze inwestycyjne. Cierpią w tym roku na brak napływu nowego kapitału i dlatego decydują się tylko na zakup papierów dużych spółek. Stąd powodzenie oferty Cyfrowego Polsatu czy czeskich kopalni NWR, podczas gdy np. TF SKOK sprzedał tylko 13 proc. swojej oferty, a inne mniejsze spółki w ogóle rezygnują z debiutów.

Jednak według Konrada Smoka, analityka ze Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych, spółki, którym nie zależy na szybkim pozyskaniu kapitału, zdecydują się raczej na przeczekanie niekorzystnej sytuacji na giełdzie. New Connect wciąż kojarzy się wielu inwestorom z większym ryzykiem niż rynek podstawowy.

Autor artykułu: Łukasz Pałka

Ruszył nabór do Szkoły Letniej

May 27th, 2008

Wczoraj ruszyła rekrutacja do X Edycji Międzynarodowej Szkoły Letniej “Mniejszości narodowe w Europie – dziś i jutro”. Oferta adresowana jest do studentów oraz absolwentów uczelni wyższych w wieku 19-30 lat znających dobrze język niemiecki, bo to on będzie językiem wykładowym Szkoły.

Przedsięwzięcie będzie miało dwa etapy. W pierwszym tygodniu (15-21 września) uczestnicy zajęć będą słuchali wykładów w Opolu. Potem pojadą na dwa dni do Berlina, gdzie odwiedzą resort spraw wewnętrznych i ministerstwo spraw zagranicznych RFN oraz złożą wizytę w Bundestagu. Ostatnia część szkoły odbędzie się w Strasburgu, gdzie uczestnicy odwiedzą Parlament Europejski, Radę Europy oraz Europejski Trybunał Praw Człowieka.

Rekrutację prowadzi Dom Europejski przy Fundacji Rozwoju Śląska i Wspierania Inicjatyw Lokalnych.

Zgłoszenia będą zbierane do 30 czerwca. Koszt uczestnictwa jednej osoby to 360 złotych.

Wszystkich dodatkowych informacji udziela Jadwiga Ploch, tel. 077 423 28 82 (mail: jadwiga.ploch@fundacja.opole.pl)

Autor artykułu: MARek Świercz

Co z tym lądowiskiem?

May 27th, 2008

Nie ma ostatecznej decyzji w sprawie utworzenia lądowiska dla śmigłowców sanitarnych przy Wojewódzkim Centrum Medycznym w Opolu. Wczoraj tematem zajęła się Wojewódzka Komisja d/s Ocen Oddziaływania na Środowisko. Nie wydała jednak opinii, zdecydowała, że wróci do tematu 16 czerwca.

Czemu? Bo – jak informuje zespół prasowy Urzędu Marszałkowskiego – raport przygotowany przez WCM na żądanie prezydenta Opola “nie spełnia obowiązujących wymogów prawnych”. Przepisy się zmieniły i dziś taki raport, by był wiążącym dokumentem, musi podać obecny poziom hałasu w miejscu utworzenia lądowiska (dziś jest tam parking dla samochodów pracowników WCM) oraz odnieść się do protestów społecznych (lądowiska nie chcą mieszkańcy okolicznych domów).

Co ciekawe, śmigłowce lądują przy WCM i teraz – średnio 3-5 razy w tygodniu. Za każdym razem to pilot decyduje o miejscu lądowania. Utworzenie jednego lądowiska mogłoby więc ograniczyć problemy, jakie stwarza krążący nad szpitalem helikopter.

Autor artykułu: MARek Świercz

Dziś startuje festiwal karaoke

May 24th, 2008

Dziś pierwszy dzień pierwszego w kraju festiwalu karaoke. Organizatorami są Fundacja Flota Świętego Mikołaja oraz Urząd Miasta Opole. Początek – godzina 18.00. Impreza ma promować akcję charytatywną pod nazwą “20.000 mil ulicznej żeglugi”. Krzysztof Dzienniak z Fundacji chce przekonać Oprah Winfrey do pomocy w zebraniu pieniędzy na przebadanie 20.000 dawców szpiku kostnego w Polsce. W tym celu przejedzie przez całe Stany Zjednoczone w oryginalnym pojeździe z żaglem.

Mistrzostwa odbędą się na Rynku, przed Ratuszem. W eliminacjach zorganizowanych w 10 miastach wzięło udział około 500 osób. Na festiwaku zjawi się 30 wykonawców. Dzisiaj, w pierwszym dniu imprezy, ma odpaść połowa. piętnastka najlepszych weźmie udział w niedzielnych finałach. Uczestnicy będą mogli skorzystać z ubrań i pomocy wizażystów, którzy podpowiedzą, jak zmienić się w gwiazdę estrady. Zwycięzca oprócz statuetki otrzyma wyjazd na egzotyczną wycieczkę.

Autor artykułu: PAT

Polska – Tajlandia 3:1

May 24th, 2008

Polskie siatkarki są bardzo blisko wywalczenia olimpijskiej kwalifikacji, choć wczorajszy mecz z Tajlandią nie układał się po ich myśli. Najważniejsze jest jednak zwycięstwo, które nie dało jeszcze wprawdzie olimpijskich wiz, ale śmiało można już składać paszportowe wnioski.

- Powoli zaczynam czuć Pekin – mówiła Katarzyna Skowrońska.

Pierwszy set mógł przerazić polskich kibiców. Ambitnie grające Tajki przez długi czas utrzymywały równy poziom ze Złotkami, by w decydującej fazie odskoczyć od biało-czerwonych. W czasie drugiej przerwy technicznej było 14:16, a chwilę później 16:23! Marco Bonitta próbował robić zmiany, lecz nic to nie dało, a siedmiopunktowa przewaga rywalek nakazywała niepokój.

- Nie spodziewałyśmy się takiego oporu ze strony zespołu Tajlandii. Myślałyśmy że będzie łatwiej – przyznała Małgorzata Glinka.

Drugiego seta Złotka zaczęły w mocno zmienionym składzie. W porównaniu z początkiem meczu w szóstce zostały tylko Joanna Bednarek, Glinka i Masza Liktoras. Strzałem w dziesiątkę było wprowadzenie Skowrońskiej, która, obok Glinki, była najskuteczniejszą zawodniczką polskiej drużyny. Nic więc dziwnego, że Polki zaczęły wyraźnie dominować i łatwo wygrały dwa kolejne sety.

- Ten mecz był trudniejszy od starcia z Koreankami – powiedziała Katarzyna Skorupa.

Coś jednak zacięło się w czwartym secie, bo Polki przegrywały już 0:6!

- Nie ukrywam, że byłam wściekła, bo tak źle rozpoczęłyśmy – dodaje Skowrońska.

Na szczęście prowadzone przez najlepszą na boisku Glinkę Polki zdołały odrobić straty i po ataku Skowrońskiej doprowadziły do remisu 15:15. As serwisowy “Skowronka” załamał Tajki, które miały już dwa punkty straty. Świetnie grająca Skowrońska, która atakowała z ponad pięćdziesięcioprocentową skutecznością, zasłużenie zdobyła ostatni punkt, dając biało-czerwonym zwycięstwo 3:1.

- Wreszcie spisałyśmy się jak prawdziwa drużyna – cieszyła się Glinka.

Trener Bonitta po meczu promieniał, ale zwracał uwagę na niedociągnięcia Polek.

- Zagraliśmy właściwie dwa różne spotkania – mówił szkoleniowiec. – W pierwszym i czwartym secie graliśmy słabo, ale w drugim i trzecim bardzo dobrze.

Włoch zwracił uwagę, że Polkom źle gra się z zespołami, które pokazują szybką siatkówkę.

- Jesteśmy zadowoleni ze zwycięstwa, ale niezadowoleni ze stylu, w którym je osiągnęliśmy – uważa Bonitta.

Dzisiaj biało-czerwone zagrają z Serbią, która ma już zapewniony awans do Pekinu.

- Mimo tego na pewno Serbki będą bardzo zdeterminowane – uważa Skowrońska.

Jeśli podopiecznym Bonitty nie uda się wygrać z Serbią, to nie będzie dramatu. W niedzielę Złotka walczą z Portoryko, które w japońskim turnieju wygrało tylko z najsłabszym Kazachstanem.

Może się zresztą nawet tak ułożyć, że Polki nie będą potrzebowały do awansu ani jednej wygranej. Wystarczy, że wdwóch ostatnich meczach wygrają cztery sety i na pewno wystąpią na igrzyskach w Pekinie.

Teoretycznie zatem jest jeszcze możliwość, że naszych siatkarek zabraknie w czasie olimpijskiego turnieju, ale trudno przypuszczać, by Polki mogły nie wygrać, i to 3:0 z Portoryko.

- Zrobimy wszystko, by już w meczu z Serbią zapewnić sobie awans – mówi Skowrońska. – Marzymy o tym Pekinie dostatecznie długo – dodaje.

Wczorajsze zwycięstwa Serbek nad Portoryko i Japonek nad Koreankami zagwarantowały tym zespołom olimpijską kwalifikację. W polskiej ekipie nikt nie dopuszcza myśli, by kolejnym zespołem, który zapewni sobie wyjazd do Pekinu, nie była reprezentacja biało-czerwonych.

Polska – Tajlandia 3:1 (18:25, 25:14, 25:19, 25:23)

Polska: Sadurek, Podolec (4), Liktoras (9), Bednarek (8), Glinka- Mogentale (21), Barańska (1), Zenik (libero) oraz Skowrońska- Dolata (18), Rosner (6), Skorupa (2), Dziękiewicz (1), Ciaszkiewicz (0)

Tajlandia: Pleunjit (9), Onuma (14), Wilavan (12), Amporn (0), Nootsara (2), Malika (10), Wanna (libero) oraz Rattanaporn (9), Saymai (5), Siriporn (0), Narumon (0), Tapaphaipun (0)

Lp. kraj mecze punkty sety

1. Serbia 5 10 15:2

2. Polska 5 9 13:5

3. Japonia 4 8 12:3

4. Dominikana 5 7 9:9

5. Korea 4 6 6:9

6. Tajlandia 5 6 6:12

7. Portoryko 5 6 5:14

8. Kazachstan 5 5 3:15

Autor artykułu: Paweł Hochstim

Piastonalia – Tylko pogoda nie dopisała studentom

May 23rd, 2008

Tegoroczne Piastonalia, które dobiegły końca w środę, przesunięto o tydzień ze względu na pogodę. Przez kilka lat z rzędu właśnie te majowe dni był wymarzone na koncerty na świeżym powietrzu i grillowanie.

Pogoda spłatała psikusa. W tym roku całe cztery dni studenckich imprez łączyły się z grubymi swetrami i przemoczonymi butami. Właśnie przez pogodę frekwencja żaków była znacznie mniejsza niż przed rokiem.

Większość studentów Uniwersytetu przez pierwsze dwa dni zamiast iść na koncerty na błoniach Politechniki, spędzała czas w namiocie na boisku albo w akademikach. Nieliczne grille pojawiały się wyłącznie pod zadaszeniami, a znalezienie miejsca na ławeczce pod parasolami graniczyło z cudem.

Studenci, którym pogoda nie przeszkadzała bawili się dobrze. W drugi dzień Piastonaliów żacy poszli odebrać klucze do miasta. Część strojów w deszczu nie wytrzymała do końca zabawy na opolskim rynku, bo się rozpadły. Przebierańcy tłumaczyli, że pogoda nie jest najważniejsza, lecz ludzie z którymi spędza się czas.

Obowiązującą modą na większości imprez były parasole i bluzy bądź kurtki z kapturami. Najwięcej osób zgromadził wtorkowy koncert, na którym na scenie pojawiło się 11 DJ-ów. Impreza trwała od 15 do 3 rano, po niej niestety nie było żadnej alternatywy by bawić się dalej. I tak impreza, która przed Piastonaliami budziła największe kontrowersje okazała się najbardziej udana.

W ostatnim dniu czterodniowej zabawy było widać zmęczenie po nieprzespanych nocach i męczących porankach na kacu. Studenci pokazali jednak na co ich stać podczas koncertu Vavamuffin. Tłum świetnie się bawił przy muzyce gwiazdy ostatniego dnia.

W czwartek miasteczko akademickie opustoszało. Studenci rozjechali się po domach. Wypoczęci powrócą w poniedziałek i zaczną przygotowania do letniej sesji.

“Jezus” wpadł z maryśką


Policjanci z Komendy Miejskiej, we wtorek po południu, zatrzymali dwóch studentów w akademiku “Kmicic”. Obaj żacy zostali przyłapani na posiadaniu marihuany. Jeden z nich to student piątego roku edukacji artystycznej, który ma pseudonim “Jezus”. Znaleziono przy nim 0,3 grama. Drugi student jest Ukraińcem, miał 3 gramy. – Noc spędzili w policyjnej izbie zatrzymań – opowiada Sławomir Szorc, oficer prasowy Komendy Miejskiej Policji w Opolu. – W środę postawiliśmy im zarzuty posiadania środków odurzających i zwolniliśmy.

Autor artykułu: Magdalena Pilor