Kędzierzyń-Koźle: “Chemik” w długim remoncie

May 21st, 2008

Zapowiadany od dawna remont Domu Kultury “Chemik” właśnie się rozpoczyna.

Oznacza to, że jedyne działające kino w mieście będzie nieczynne.

- Remont jest potrzebny, a po jego zakończeniu cały obiekt będzie miał dużo większy standard – powiedział “Gazecie Opolskiej” Andrzej Wróbel, dyrektor kędzierzyńskiego Miejskiego Ośrodka Kultury. – Remont jest kompleksowy i obejmuje także salę widowiskowo-kinową. Będzie tam wymieniona instalacja elektryczna. W dużej sali będzie zamontowana klimatyzacja. Zamontowane zostaną także nowe systemy wentylacyjne oraz przeprowadzonych będzie szereg innych prac we wszystkich pomieszczeniach budynku – dodał.

Dyrektor zapowiada niespodziankę na ciepłe, letnie wieczory.

- W lipcu i sierpniu planujemy kino samochodowe – mówi Wróbel. – Właśnie szukamy parkingów, gdzie będzie można oglądać projekcje filmowe z samochodów.

Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, remont “Chemika” zostanie zakończony jeszcze w tym roku.

Autor artykułu: Tomasz Adamek (Radio Opole)

Garstka kibiców pożegnała polskich piłkarzy na Okęciu

May 20th, 2008

No nie żartujcie, was tu tyle? Przecież nie odlatujemy na Euro, tylko na zgrupowanie – dziwił się wczoraj obecnością mediów na warszawskim lotnisku Okęcie kapitan piłkarskiej reprezentacji Polski Maciej Żurawski. Kibiców chcących pożegnać naszych piłkarzy było już jednak znacznie mniej niż przedstawicieli prasy.

- Czy czuję zdenerwowanie? Spokojnie. Wiele razy już byłem na takich obozach, więc nie ma się co stresować – dodał Żurawski. Znany z zamiłowania do modnych ciuchów “Żuraw” wyróżniał się spośród pozostałych kadrowiczów z powodu złocistej torby od znanego projektanta. Efektownemu gadżetowi przyjrzał się z uwagą nawet Leo Beenhakker.

- Chyba pożyczył tę torebkę od swojej dziewczyny – żartowali nieliczni łowcy autografów.

Ci, którzy przybyli na Okęcie, by pożegnać polskich piłkarzy, mogli po raz pierwszy zobaczyć Rogera Guerreiro w dresie reprezentacji. Pomocnik Legii Warszawa trzymał się trochę na uboczu, z dala od pozostałych kadrowiczów, choć, jak zapewnia, został przez nowych kolegów przyjęty z sympatią.

Okazało się, że Roger coraz lepiej radzi sobie z językiem polskim. Zagadywany przez dziennikarzy sprawiał wrażenie, że doskonale rozumie każde zdanie. Z odpowiedziami szło mu już jednak dużo gorzej. Ale i tak widać było spore postępy.

Pewniej za to czuł się 18-letni bramkarz drugiej drużyny Arsenalu Londyn Wojciech Szczęsny. Beenhakker powołał go awaryjnie w miejsce Wojciecha Kowalewskiego, który odmówił wyjazdu do Niemiec z powodów rodzinnych.

- Gdy dzwonił trener Beenhakker, akurat prowadziłem samochód. A że jestem dobrym kierowcą, nawet nie spojrzałem na komórkę. Dopiero na parkingu zorientowałem się, od kogo to telefon. Byłem bardzo zaskoczony, gdy trener zapytał, czy mam jakieś plany na najbliższe dni, bo chciałby zaprosić mnie na zgrupowanie do Niemiec. Nie zastanawiałem się ani chwili – opowiadał Szczęsny.

- Czy czuję się bramkarzem numer pięć, sześć czy siedem reprezentacji Polski? Nie ma co tworzyć takich rankingów. Na pewno do Artura Boruca, Tomasza Kuszczaka czy Łukasza Fabiańskiego trochę mi brakuje. Cieszę się, że dostaję szansę, bo będzie możliwość zdobycia nowych doświadczeń – dodał bramkarz Arsenalu, który z Donaueschingen wróci po pięciu dniach zgrupowania. Zapowiada, że na mistrzostwa do Austrii się nie wybiera, bo w tym czasie ma w planach już inne zajęcia, między innymi mecze kadry młodzieżowej.

Podczas obozu w Niemczech na pełnych obrotach zamierzają trenować Grzegorz Bronowicki i Dariusz Dudka, którzy narzekali ostatnio na kontuzje.

- Konsultowałem się z doktorem Śmigielskim i wygląda na to, że mogę normalnie trenować. Jednak o tym, czy z moją nogą wszystko jest w porządku, przekonamy się dopiero podczas spotkań towarzyskich. Bo przecież w trakcie meczów organizm narażony jest na dużo większe obciążenia – tłumaczył Bronowicki.

W podobnym tonie wypowiadał się Dudka. – Jestem całkowicie zdrowy. Po kontuzji nie ma śladu. Od trzech dni normalnie trenuję. Nie ma żadnych przeciwwskazań – stwierdził piłkarz Wisły Kraków.

Tuż przed odprawą bagażową na krótką pogawędkę przystanął też trener Beenhakker .

- Ciągle pytacie mnie o formę kadrowiczów. Sam czekam z niecierpliwością, by poznać odpowiedź – mówił. Trener wyglądał na wyluzowanego, ale do końca taki nie był. Gdy poprosiliśmy go, żeby pomachał fotoreporterom na pożegnanie, usłyszeliśmy od rzeczniczki kadry: – Przykro mi, ale trener nie jest aktorem.

No jak to? Przecież w kilku reklamach telewizyjnych Leo pokazał swój nieprzeciętny aktorski talent.


Rozmowa z Rogerem Guerreiro, pomocnikiem reprezentacji Polski i Legii Warszawa,

Przed odlotem na zgrupowanie do Donaueschingen wyglądał Pan na zagubionego. Obawiał się Pan, jak zostanie przyjęty przez kolegów z kadry?

Szczerze? Trochę byłem zdenerwowany. Było widać? Ale szybko stres opadł, bo koledzy przyjęli mnie z wielką sympatią. Serdeczność była już podczas testów medycznych, które przeprowadzaliśmy kilka dni temu w Chorzowie.

Trener Beenhakker powiedział w wywiadzie dla “Polski”, że zanim zdecydował się na powołanie Pana, rozmawiał z siedmioma zawodnikami pierwszego składu. Dotychczasowi kadrowicze nie mieli nic przeciwko temu.

Bardzo mnie cieszy taka wypowiedź. Trochę obawiałem się przyjęcia, bo wiadomo, było dużo szumu medialnego związanego z moją osobą. Ale po testach w Chorzowie przekonałem się, że wszystko jest i będzie OK.

Jak wypadły testy, o których Pan mówi?

Wszystko w porządku. Serce bije. Parametry są w normie. Nic tylko ciężko trenować podczas zgrupowania i przekonywać do siebie trenera.

Ostatnie mecze w lidze i w Pucharze Polski pokazały, że osiągnął Pan wysoką formę. Jest Pan w optymalnej dyspozycji?

Nigdy nie jest tak, żeby nie mogło być lepiej. Przyznaję, że w końcówce sezonu grało mi się bardzo dobrze. Na szczęście forma przyszła w odpowiednim momencie.

Podpytywał Pan kolegę z Legii Jakuba Wawrzyniaka o atmosferę w kadrze?

Tak, rozmawialiśmy, ale bardzo ogólnie. Trochę mi opowiadał o poprzednich zgrupowaniach i meczach kadry.

Wszyscy zastanawiają się, na jakiej pozycji zagra Roger w mistrzostwach Europy?

Najłatwiej byłoby mi odpowiedzieć: niech pan zapyta trenera. Jestem do dyspozycji i podporządkuję się każdej decyzji. Zależy mi przede wszystkim na tym, by grać. Nie będę wybrzydzać. Nawet jeśli trener każe mi wystąpić w bramce.
Rozmawiał: Rafał Romaniuk

Autor artykułu: Rafał Romaniuk, Maciej Stolarczyk

Protezy rozpalą piekło dopingu

May 20th, 2008

Dopuszczenie niepełnosprawnych zawodników uzbrojonych w najnowocześniejsze protezy do rywalizacji w zawodach dla ludzi w pełni zdrowych to przekroczenie granicy etycznej.

- To może być także gwóźdź do trumny w walce z dopingiem – twierdzi Robert Śmigielski, jeden z najlepszych polskich ortopedów sportowych.

Z pozoru werdykt Trybunału Arbitrażowego MKOl zezwalający Oscarowi Pistoriusowi na start w zawodach kwalifikacyjnych do igrzysk to przejaw równouprawnienia. W dalszej perspektywie uderzy to w niepełnosprawnych. Gdy zaczną oni wygrywać z “normalnymi” ludźmi, to na pewno pojawi się technologiczny wyścig zbrojeń. Udział w paraolimpiadach będzie coraz droższy. Już dziś protezy, jakie ma Pistorius, kosztują majątek. Firma Ossur, która “uzbroiła” Pistoriusa, produkuje choćby “Power knee”, czyli nowoczesną protezę kolana, kosztującą … 100 tys. dolarów.

To, w czym biega lekkoatleta RPA, na razie jest bezcenne, ale firma Ossur, która dostarcza mu sprzęt, jest jednym ze światowych potentatów. Na swojej stronie chwali się właśnie bohaterską kampanią wygraną przez Pistoriusa. W samych USA biznes protetyczny szacowany jest na miliard dolarów rocznie. Ossur przed rokiem sprzedał protezy za 330 mln dol. Oscar to dla nich świetna reklama.Zdaniem dr. Roberta Śmi-gielskiego, który właśnie wrócił z konferencji antydopingowej w Bazylei, otworzyły się także szeroko drzwi dla dopingu technologicznego.

- Sport niepełnosprawnych zamieni się trochę w Formułę 1, w której o wyniku decyduje technologia – twierdzi Śmigielski, były szef misji medycznej przy PKOl. – Wielu naukowców jest zdania, że to otwarcie puszki Pandory. Niepełnosprawni podlegają zupełnie innym regulacjom medycznym niż ludzie zdrowi. Muszą przyjmować leki, które zwykłego zawodnika wykluczają z rywalizacji, stosują implanty.

Już teraz walka z dopingiem pochłania setki milionów dolarów rocznie. Jeśli dołożyć do tego badania każdej protezy, implantu… – To albo koszty wzrosną niebotycznie, albo w ogóle się tego nie będzie robić, co może prowadzić do nadużyć – mówi Śmigielski.

Pistorius tylko marzy o igrzyskach. Proteza firmy Ossur jest dla niego szansą na realizację marzeń, ale dla organizatorów zawodów to problem.

Autor artykułu: Oskar Berezowski

Odra Opole jednak uratowana!

May 19th, 2008

Bezbramkowy remis w minionej kolejce przed własną publicznością ze Stalą Stalowa Wola zapewnił opolskiej Odrze pozostanie w II lidze. Niebiesko-czerwoni na dwie kolejki (5 pkt. do zdobycia) przed końcem sezonu mają bowiem 9 pkt. przewagi na 17-tym w tabeli Turem Turek, co oznacza, że nawet jeśli przegrają dwa ostatnie mecze w sezonie z Arką i u siebie z Turem pozostaną na zapleczu Orange Ekstraklasa!

Końcówka sezonu w wykonaniu opolan jednak nie zachwyca. Odra nie wygrała 4 meczów z rzędu (w tym 3 remisy), choć pokonanie ekipy ze Stalowej Woli wydawało się realne, bo Stalą przyjechała do Opola grać o przysłowiową “pietruszkę” mając już zapewniony drugoligowy byt. Mecz stał na niskim poziomie z niewielką ilością sytuacji bramkowych. Już w 4 minucie gry znakomitą okazję do zdobycia gola mieli przyjezdni, ale Gęśla w sytuacji sam na sam z opolskim golkiperem nie wytrzymał ciśnienia i strzelił nad poprzeczką. W rewanżu kilka razy uderzeniami z dystansu szczęścia próbowali gospodarze, przede wszystkim Józefowicz i Surowiak, ale ich strzały były mało precyzyjne.

Po zmianie stron obraz gry nie uległ zmianie. Nadal dominował chaos, brak zdecydowania i strach przed utratą gola. Najlepszą okazję w tej części meczu na odwrócenie losów meczu i zdobycia bramki na wagę zwycięstwa miała w 73 minucie Odra, kiedy to strzał Tracza bramkarz gości obronił z najwyższym trudem, a dobitka stojącego kilka metrów od bramki Stali, Stepnia ku rozpaczy opolskich kibiców powędrowała nad poprzeczką przyjezdnych! W tej sytuacji opolanie w 6 meczu na własnym stadionie ze Stalową Wolą po raz 2 podzielili się punktami, przy 3 zwycięstwach i remisie. Andrzej Prawda (trener Odry) powiedział: – W pierwszej połowie byliśmy rozkojarzeni, zbyt pewni siebie po dobrym meczu we Wrocławiu.

Odra Opole – Stal Stalowa W. 0:0

Odra Opole: Feć, Filipe, Ganowicz, Karasiak, Samba Ba, Piegzik (82. Wodniok), Tracz, Copik, Surowiak (69. Bajdziak), Józefowicz, Pontus (62. Stępień).

Stal Stalowa Wola: Wierzgacz, Lipecki, Lebioda, Pałkus (90. Hadzić), Trela, Iwanicki (77. Drozd), Piszczek, Krawiec, Gęśla (93. Gilar), Ławecki, Maciorowski.

Autor artykułu: Robert Pomocnik

Leo: Polacy kochają futbol

May 19th, 2008

Rozmowa z Leo Beenhakkerem, selekcjonerem reprezentacji Polski

Leo, mamy problem. Zarezerwowaliśmy hotel do końca trwania mistrzostw Europy. To dobra decyzja?

To świetna decyzja.

Czyli jedziemy po mistrzostwo Europy? Już jeden trener mówił podobnie, przed mundialem w Korei i Japonii. Wszyscy pamiętamy, jak się skończyło.

Mówiąc poważnie, skąd mam wiedzieć, jak daleko zajdziemy. Oglądaliście finał Pucharu Polski w Bełchatowie?

Tak. Delikatnie mówiąc, poziom nie był za wysoki.

No właśnie. Wyobrażacie sobie, co by było, gdyby w ten sposób zagrała nasza reprezentacja w meczu z Niemcami?

Narzeka Pan, ale uśmiechał się Pan od ucha do ucha, patrząc na występ Rogera.

Dajcie spokój. Zawsze, kiedy gra Roger, patrzycie na moją reakcję? Choć przyznaję, że on zagrał dobrze.

W przeciwieństwie do Radosława Matusiaka.

Można by jeszcze długo w ten sposób dywagować. Ale wracając do naszych szans, to uważam, że mamy takie same jak pozostałe drużyny. Mistrzostwa Europy będą bardzo trudnym turniejem, jednak równie ciężkim dla nas, jak dla Niemców czy Włochów. Do startu Euro pozostało jeszcze kilkanaście dni i na razie każdy zespół jest na podobnym poziomie.

Nie boi się Pan o formę piłkarzy, którzy nie grali regularnie w klubach? Mamy na myśli choćby Jacka Krzynówka.

Doskonale wiemy, że piłkarze są na różnym poziomie przygotowania. Ebi Smolarek gra przecież co tydzień i dlatego różni się od piłkarza, który cały sezon siedzi na ławce albo gra w polskiej lidze. I właśnie dlatego sprowadziłem do kadry fizjologa Michaela Lindemanna. Przygotowaliśmy wspólnie indywidualny program dla każdego zawodnika. Wzięliśmy pod uwagę wszystko: liczbę minut spędzonych na boisku, obciążenia, itd. Proszę się nie dziwić, że podczas zgrupowania w Niemczech niektórzy będą odpoczywać, pływać w basenie czy leżeć w saunie. Z drugiej strony przed niektórymi ciężka harówka. Każdy potrzebuje obecnie czegoś innego. Wszystko po to, by wyrównać różnice, o których mówiłem. Wiem, że łatwo nie będzie.

Dwa tygodnie zgrupowania w Niemczech wystarczą, aby odpowiednio przygotować drużynę do Euro?

Czasu jest bardzo mało. Ale nie mogę przecież zadzwonić do Santander i powiedzieć działaczom Realu: chłopaki, zwolnijcie mi kilka dni wcześniej Ebiego Smolarka. Oni walczą przecież o europejskie puchary. Muszę zaakceptować sytuację, jaką mamy.

Kilku kadrowiczów nie ukrywało wątpliwości dotyczących powołania do reprezentacji Rogera. Nie obawia się Pan, że atmosfera w drużynie nie będzie najlepsza?

Naprawdę? A kto miał wątpliwości?

Choćby Jacek Bąk czy Dariusz Dudka.

To niemożliwe. Rozumiem emocje związane z tą sprawą. Zanim podjąłem jakąkolwiek decyzję, rozmawiałem długo z Rogerem i trenerem Legii Janem Urbanem. Ale nie tylko z nimi. Dyskutowałem też z siedmioma zawodnikami grającymi dotąd w pierwszym składzie reprezentacji i poprosiłem ich o opinię. I każdy miał identyczne zdanie: jeśli Roger ma poprawić jakość naszej drużyny, to powitamy go z otwartymi ramionami. Jestem więc spokojny, bo wiem, że i Roger jest gotowy do gry, i drużyna jest gotowa na przyjęcie Rogera.

Na jakiej pozycji zagra Roger w reprezentacji?

Jego głównym atutem jest to, że może grać na różnych pozycjach. W Legii występował często razem z Vukoviciem w środku pomocy. Grał również tuż za jedynym wysuniętym napastnikiem. Ale i na skrzydle sobie radzi. To, na jakiej pozycji zagra w Euro, będzie zależało nie tylko od jego formy. Równie ważne będzie to, jak zaprezentują się w Niemczech pozostali zawodnicy. I dopiero na tej podstawie ustalimy taktykę.

Ogłaszając listę 26 piłkarzy, którzy pojadą na zgrupowanie do Niemiec, powiedział Pan, że niektórych wyeliminował Pan na podstawie tego, jak zachowują się w grupie. Ilu graczy odpadło właśnie z tego powodu?

To był ważny argument, ale nie najważniejszy. Nigdy nie ukrywałem, że bez pewnych cech zawodnicy nie mają co liczyć na powołanie, bo przecież mamy stworzyć drużynę, w której będzie panować odpowiednia atmosfera. Mogę zapewnić, że pracę domową dotyczącą powołań odrobiliśmy, jak należy.

Co było więc najistotniejsze przy ustalaniu powołań?

Przygotowaliśmy listę pięciu czy sześciu kryteriów. Istotne było m.in. to, jak zawodnicy prezentowali się w kwalifikacjach do Euro. Na tej podstawie mogliśmy bowiem wyciągnąć wnioski, jak grają na międzynarodowym poziomie. Żartowaliśmy wcześniej na temat poziomu finału Pucharu Polski. Nie ma dla mnie znaczenia jak Wojtek Łobodziński czy Radek Matusiak zagrali w tym meczu. Najistotniejsze jest to, jak potrafią zagrać. Proszę pamiętać, że występy w mistrzostwach Europy różnią się od spotkań w Orange Ekstraklasie z Jagiellonią Białystok czy Ruchem Chorzów. Zgodzicie się chyba, że jest różnica. Wszyscy mi podpowiadają, że powinienem wziąć tego czy tamtego. Ile razy po tym, jak któryś z piłkarzy strzelił w polskiej lidze jedną czy dwie bramki, słyszałem: “Leo, bierz go do kadry”. Spokojnie. Muszę być odpowiedzialny. Powtarzam raz jeszcze. Każdego zawodnika oglądałem wiele razy, wiem, co potrafi i czego można się po nim spodziewać. Często jest tak, że dany piłkarz świetnie gra w klubie. Ale jeśli przyjdzie mu wystąpić na wyższym poziomie, to nie potrafi przeskoczyć pewnej bariery. Uznaliśmy, że na satysfakcjonujący nas poziom niektórzy gracze nie będą w stanie wskoczyć.

Mówi Pan chyba o Pawle Brożku?

Nie, mówię ogólnie. Nie wmawiajcie mi tego, czego nie powiedziałem. Braliśmy oczywiście pod uwagę Dawida Jarkę, Adriana Sikorę czy Pawła Brożka. Zostaną jednak w domu, bo musiałem wybrać 26 zawodników, a trzech z tej grupy jeszcze odpadnie. Szanuję ich jako piłkarzy, ale mam inną wizję. Zresztą to nie jest już czas, by zastanawiać się nad tą sprawą. Każdy może mieć własne zdanie, ale pozwólcie mi mieć też swoje. Wiem doskonale, co chcemy osiągnąć na Euro. I pod tę wizję dobierałem graczy. Ułożyłem też w głowie wstępną listę 23 piłkarzy na Euro. Ale to nie znaczy, że selekcja się zakończyła. To, że wstępną wizję mam, nie oznacza, że ktoś ma pewne miejsce. Mam nadzieję, że ktoś mnie zaskoczy. Zwłaszcza pozytywnie, ale i negatywnie.

Nie był Pan zaskoczony reakcjami tych, którzy zostali skreśleni z kadry? Artur Wichniarek czy Arkadiusz Radomski dość ostro Pana zaatakowali.

Każdy ma prawo mówić, co mu się podoba. To zrozumiałe, że są rozczarowani i budzi się w nich sportowa złość. Gdyby łatwo się z tym pogodzili, oznaczałoby, że im nie zależało.

Radomski powiedział, że argumenty, które mu Pan przedstawił, nie były przekonujące.

To jego problem. Zawsze będą wątpliwości.

Obserwował Pan zapewne rywali, z którymi zagramy na Euro.

Jeszcze za wcześnie na miarodajne opinie. Możemy przecież wyciągać wnioski głównie na podstawie meczów towarzyskich. Oglądaliśmy oczywiście wiele nagrań DVD i teoretycznie każdy wie o każdym wszystko. Jednak mistrzostwa Europy to zupełnie co innego. Dopiero teraz zaczyna się najważniejsza faza przygotowań. W każdej drużynie można spodziewać się zmian: zarówno wśród piłkarzy, jak w taktyce.

Jednak chyba ogólnymi wnioskami na temat rywali może się Pan podzielić?

Niemcy przechodzą rewolucję od czasów Jurgena Klinsmanna. Grają bardziej ofensywnie. No i mają Michaela Ballacka. Zresztą, co tu dużo mówić, zawsze są faworytem do wygrywania wielkiej imprezy. To drużyna kompletna. Z kolei Austria jest bardzo groźna i niedoceniana jednocześnie. Każdy wie, co to znaczy grać na własnym stadionie. Będą się czuć pewnie i dlatego trudno będzie ich zwyciężyć. I to nie tylko nam. Jestem pewien, że Niemcy też się nieźle namęczą. Co do Chorwacji, trener Slaven Bilić ma fantastycznych zawodników, którzy potrafią tworzyć drużynę. Mogą być wielką niespodzianką turnieju. Tyle generalnych wniosków, bo wszystko z dnia na dzień może się zmienić. Wynik w turnieju zależy od tylu detali. Oglądaliście przecież półfinał Ligi Mistrzów. Liverpool odpadł przez błąd jednego zawodnika. I czy to oznacza, że Rafa Benitez jest słabym trenerem albo podjął złą decyzję personalną?

Którzy zawodnicy będą Pana zdaniem gwiazdami Euro 2008?

Na pewno wielu, przecież Euro jest turniejem silniej obsadzonym niż mistrzostwa świata. Gdyby jeszcze była Brazylia i Argentyna… Co do gwiazd, uwielbiam patrzeć na grę Cristiano Ronaldo. To fantastyczny piłkarz.

I ma Pan dobre wspomnienia, bo akurat w meczu przeciwko Polakom Ronaldo nie błyszczał?

Halo, jesteście po ciemnej czy po jasnej stronie? Nie zagrał dobrze czy na skuteczny występ nie pozwolili mu polscy piłkarze? Patrząc na to, co robi w Manchesterze, widać, że futbol sprawia mu wiele radości.

Polskim piłkarzom też?

Oczywiście, wszyscy reprezentanci Polski kochają futbol, jednak na swój sposób. Optymizm to podstawowa sprawa. Główne przesłanie przed Euro powinno brzmieć: Polacy, cieszcie się futbolem!

Czy to prawda, że po Euro rozpocznie Pan karierę aktorską? Zagrał Pan już w kilku reklamach.

Kto wie? Ale dopiero po Euro. Nie, żartuję. Nie mam zamiaru. Nigdy. Choć okres nagrywania reklamy to ciekawe doświadczenie. To też była przecież praca całej drużyny, a ja uwielbiam grę zespołową.

Autor artykułu: Rozmawiali: Rafał Romaniuk i Piotr Wierzbicki

Są żacy, którzy bawią się całkiem na trzeźwo

May 19th, 2008

Imprezy studenckie – zwłaszcza Piastonalia – często kojarzone są z głośnymi koncertami oraz litrami piwa wypijanego przez studentów. Są jednak żacy, którzy nie piją, bo nie mogą lub po prostu nie chcą.

- W tym roku może uda mi się wypić dwa piwa, ale nie później niż do 21.00 – mówi Paweł Literski z gerontopedagogiki – Przez całe Piastonalia będę chodził na 3.00 rano do pracy.

Paweł pracuje w magazynie i – jak sam mówi- nie miał żadnej możliwości zamiany dyżuru. – Już się przyzwyczaiłem, mam dobrą pracę, a i tak piję rzadko – dodaje.

Dla sporej części studentów Piastonalia to nie czas zabawy, lale po prostu kilka wolnych dni. Wracają do domów lub fundują sobie krótkie wakacje.

- Program tegorocznych Piastonaliów nie przypadł mi do gustu – mówi Magdalena Mędrek z ochrony środowiska. – Postanowiłam, że ten czas przeznaczę na wypoczynek przed obroną pracy magisterskiej. Na dodatek nie mieszkam już w Opolu, więc musiałabym załatwić sobie nocleg. Są i tacy, którzy nie piją, bo do dobrej zabawy nie jest im potrzebny alkohol. – Nie muszę się napić, żeby dobrze się bawić – mówi Ula Bordzań z edukacji artystycznej. – Zresztą jak ludzie przesadzą z alkoholem to robią się agresywni lub ciężko się z nimi dogadać.

- Po alkoholu ludzie opowiadają bzdury – mówi Robert Zając studiujący biologię. – Na Piastonalia zostaję w Opolu, ale nie będę pił. Spotkam się ze znajomymi, może jakiś grill, a wieczorem koncert.

Znajomi Roberta nie są abstynentami, ale piją z umiarem. – Koleżanki z roku piją, ale nie tracą przy tym głowy – mówi Robert. – Kiedyś jeszcze zdarzało się, że znajomi mnie namawiali, ale teraz nie przeszkadza im to, że nie piję. Jest wiele sposobów kreatywnego spędzania czasu.

Zabawa na Piastonaliach niekoniecznie musi się więc wiązać z piwem, wódką czy winem. – Nie piję, ale – co mogą potwierdzić moi znajomi – zawsze świetnie się bawię – mówi z uśmiechem Ulka.

Moje Piastonalia

Bogusław Nierenberg z Instytutu Politologii:
Byłem szefem Komisji Kultury, wiec większość Piastonaliów organizowałem. Pamiętam jednak te, których nie przygotowywałem. Z kolegą Mietkiem Stolorzem wypożyczyliśmy z Teatru Lalek trumnę, którą zabraliśmy pod Ratusz. Staliśmy przy niej i krzyczeli “Tylko u mnie zdjęcie w trumnie”. Bardzo dużo przechodniów kładło się w trumnie, a myśmy robili zdjęcia. Wstyd się przyznać, ale zarobiliśmy wtedy sporo pieniędzy, które wydaliśmy na Piastonaliach. Jednak mało osób zgłosiło się po odbiór zdjęcia. Do dziś się dziwie, że milicja nas nie zwinęła.

Co dziś na Piastonaliach

9.00-17.00 – Turniej gier zręcznościowych (klub Oleńka – DS Kmicic UO)

10.30-14.00 ŻAKINADA

11.00-13.00 – Turniej badmintona – KU AZS UO (sala gimnastyczna UO – pl. Staszica 1)

12.00 – T-Shirt Art. akcja plastyczna studentów II i III roku Instytutu Sztuki UO (opolski Rynek)

13.00-14.00 Warsztaty aerobiku – KU AZS UO (sala gimnastyczna UO – pl. Staszica 1)

14.00 – Wyścigi Kajakowe (Kanał Młynówka)

15:00 I Studencki Wyścig Samochodowy (II kampus PO ul. Prószkowska)

16.00 – Student Siłacz (boisko UO)

17.00-22.00 – Biesiada “POLO-wa” Disco Polo Party w namiocie UO

18.00-23.00 – Koncerty na błoniach PO: ROAD TRIP%60S OVER, SKANKAN, COMA

21.00 – Bal AZSiaka (Cina Club)

21.00 – Piasty Party (Cina Club)

23.00 – Dyskoteka pod gwiazdami (błoniePO)

Autor artykułu: Magdalena Pilor

Czy nyska katedra zostanie bazyliką?

May 17th, 2008

Katedra, kościół pod wezwaniem św. Jakuba i Agnieszki czy kościół pokolegiacki – nie brakuje określeń dla okazałej, nyskiej, barokowej budowli sakralnej. Niewykluczone, że dojdzie kolejne – Bazylika Mniejsza.

- Skoro Nysa ma swoją świętą, a prochy Marii Merkert spoczywają w katedrze w kaplicy jej imienia, to mamy prawo ubiegać się o taki dostojny tytuł – mówi ksiądz proboszcz Mikołaj Mróz.

Właśnie rozpoczął pracochłonną procedurę, która może potrwać nawet rok. Należy przygotować specjalne ankiety, opisać, jak żyje lokalny kościół w jaki sposób jest sprawowana liturgia, trzeba wydać specjalny album i zdobyć rekomendację Episkopatu Polski. Wszystko składa się w Stolicy Apostolskiej i czeka na decyzję.

- Tytuł bazyliki nie będzie dla nas nowy. Już mój poprzednik ks. Józef Kądziołka kilkadziesiąt lat temu używał pieczątek: “Parafia przy Bazylice św. Jakuba w Nysie” . Wyprzedził czas albo świadomie nawiązał do tradycji – zastanawia się prałat.

Taka tradycja jest, bo w katedrze znajdował się baldachim w kształcie parasola, który obecnie jest przechowywany w zbiorach Muzeum Diecezjalnego w Opolu.

Do ks. Mroza wielokrotnie dzwonił w tej sprawie profesor z Akademii Sztuk Pięknych w Monachium, szczególnie uczulając na ten cenny zabytek. Baldachim – był znamienny właśnie dla bazyliki. Do tej pory zachowały się takie trzy w Europie, pochodzące z okresu baroku. Jeden w Niemczech, drugi w Spiszu i trzeci w Nysie.

– To znak – mówi prałat. – Jeśli rzeczywiście tak jest, na baldachimie powinien się znajdować herb biskupa, który wówczas był w Nysie i herb papieża, który tytuł nadał. Musimy to dokładnie sprawdzić i zbadać, czy zachowały się jakieś dokumenty z tego okresu.

Niezależnie od nazewnictwa, nyska katedra i tak gości codziennie pielgrzymów, a po beatyfikacji Marii Merkert jest ich znacznie więcej. Przyjeżdżają pomodlić się w jej kaplicy, wpisują do pamiątkowej księgi, często prosząc świętą o wstawiennictwo w trudnych życiowych sprawach. Pierwszą księgę już wypełniono i trafiła do Zgromadzenia Sióstr św. Elżbiety. Wyłożono następną księgę.

- Nie ma wycieczki, która nie weszłaby do tej kaplicy – mówi prałat. – Oprowadzamy ich po całej katedrze, potem zwiedzają skarbiec św. Jakuba, idą na Rynek Solny do siedziby elżbietanek, gdzie można zobaczyć pokój, w którym mieszkała i pracowała Śląska Samarytanka. Następnie trasa wiedzie na cmentarz, zwiedzają Altanę Josepha von Eichendorffa.

Gdy teraz turyści przyjeżdżają do Nysy, to już na cały dzień. Proboszcz zadziałał marketingowo i sam porozsyłałem po parafiach zaproszenia dla księży. Odzew był natychmiastowy.

Autor artykułu: Dorota Kłonowska, Radio Opole

Nudzili się, więc napadli

May 17th, 2008

Trzej młodzi mieszkańcy Opola napadli na taksówkarza, bo… im się nudziło. Do zdarzenia doszło 1 maja – w Święto Pracy. Policjanci z Komendy Miejskiej wczoraj zatrzymali łobuzów.

Młodzieńcy, po godzinie 22, z ulicy Strzeleckiej, z okolic strzelnicy, zadzwonili do jednej z korporacji taksówkarskich i zamówili kurs. Gdy 45-letni taksówkarz przyjechał na miejsce, czekał na niego tylko jeden młody mężczyzna. Podał nazwę ulicy, na którą chciałby jechać i zapytał kierowcę o cenę.

- Nagle z krzaków wyszło jego dwóch kompanów – opowiada Sławomir Szorc, oficer prasowy Komendy Miejskiej Policji w Opolu. – Najpierw zaatakowali kierowcę miotaczem gazu, a później zaczęli go kopać i bić. Taksówkarzowi udało się zawiadomić swojego dyspozytora, a ten zaalarmował policję. To spłoszyło napastników. Gdy policjanci przyjechali na miejsce, kierowca siedział w aucie i płakał… z powodu łzawiącego gazu.

Policjantom z sekcji kryminalnej KMP Opole udało się namierzyć rozbójników. Okazali się nimi: 16, 17 i 18-latek. Przyznali się do winy.

- Zapytani dlaczego to zrobili, odparli, że dla rozrywki – powiedział “Gazecie Opolskiej” Sławomir Szorc.

Wczoraj podejrzani stanęli przed prokuratorem. Nie trafili do tymczasowego aresztu, ale zostali objęci policyjnym dozorem.

Miotacz gazu jest uznawany za narzędzie niebezpieczne. Za rozbój z użyciem niebezpiecznego narzędzia grozi sprawcom kara od trzech do 15 lat pozbawienia wolności.

Był to już trzeci w ostatnim czasie napad na taksówkarza.

Autor artykułu: Maciej T. Nowak

Odkładają książki, zaczynają zabawę

May 17th, 2008

Już w niedzielę zaczyna się święto opolskich studentów – Piastonalia. Wielka impreza będzie trwała przez cztery dni.

Pojawi się wiele imprez sportowych, a także koncertów, które z pewnością przyciągną wielu żaków. Wszyscy zgromadzeni czy to na błoniach Politechniki Opolskiej czy na boisku Uniwersytetu Opolskiego będą mogli usłyszeć między innymi takie zespoły jak Habakuk, Coma, 3 Wymiar czy Vavamuffin. Tegoroczne Piastonalia będą się różniły od poprzednich Dniem Muzyki Clubowej. Na scenie zagra aż jedenastu didżejów.

Program na niedzielę

11.00 – Streetball 69 (boisko Lipsk PO)

11.00-14.00 – Kino (nie)ambitne (klub Skrzat – DS Mrowisko – UO)

12.30 – Mecz piłki nożnej – Radio-Sygnały vs. Radio Emiter (boisko campus UO)

13.00 – Akademickie mistrzostwa w bowlingu (Szara Willa)

14.00 – VIII Turniej Piłki Nożnej o Puchar Prorektora Marka Masnyka mecze finałowe (boisko campus UO)

17.00 – Maraton aerobiku (boisko UO)

17.00 – Projekt X – miejska gra terenowa (start pod Empikiem – więcej informacji na www.projekt-x.com.pl)

18.00-23.00 – koncerty na błoniach Politechniki Opolskiej: PAJUJO, EASTWEST ROCKERS, HABAKUK

18.00-23.00 – dyskoteka na Campusie Sunday Shoutin’ Party – Dj Kozax i Dj Bill (namiot – boisko campus UO)

20.00 – Piżama Party (Cina Club)

23.00 – Dyskoteka pod gwiazdami (Dj One Brother – błonie PO)

Autor artykułu: Magdalena Pilor

Lokalne porty wyhamowują

May 15th, 2008

Regionalne porty lotnicze, dzięki którym w ostatnich latach w Polsce latanie stało się powszednie, dostały zadyszki. Większość lotnisk w kraju odnotowuje w tym roku dużo mniejsze przyrosty obsługiwanych pasażerów niż w 2007 r. W kwietniu w Krakowie nawet ubyło podróżnych, i to po raz pierwszy od sześciu lat. W zeszłym miesiącu w Balicach odprawiono blisko 240 tys. pasażerów, czyli o 4 proc. mniej niż w kwietniu 2007 r. Pozostałe porty notują co prawda wzrosty, ale już nie tak spektakularne jak rok temu.

W latach 2005-2007 liczba pasażerów wzrosła o 11 mln, w tym roku porty mają obsłużyć nieco ponad 22 mln podróżnych, czyli o 3 mln więcej niż w 2007 r., z czego lotniska regionalne wygenerują 2 mln.

Takie wyhamowanie to m.in. efekt wycofania się z Polski linii SkyEurope. Pod koniec ubiegłego roku przewoźnik zlikwidował bazę operacyjną w Krakowie, przez co lotnisko straciło kilkadziesiąt rejsów tygodniowo.

W miejsce SkyEurope weszły co prawda inne linie, ale nie były w stanie wypełnić luki i zahamować spadku ruchu pasażerskiego. Linie, w obawie przed coraz droższą ropą, zaczynają ciąć mniej rentowne połączenia. W Krakowie trasy do Cork, Dublina i Manchesteru ostatnio zlikwidował Centralwings, tani przewoźnik należący do LOT-u. Polska linia zrezygnowała też z uruchomienia zapowiedzianych nowych połączeń do Birmingham i Hamburga. Z kolei w Gdańsku Centralwings nie otworzył bazy operacyjnej z powodu trudnej sytuacji finansowej. Efekt? W regionalnych portach liczba połączeń nie rośnie już tak szybko jak wcześniej. To złe wieści dla pasażerów, bo oznacza to dla nich mniej atrakcyjną ofertę przelotów.

- Gigantyczne wzrosty, jakie regionalne lotniska zanotowały w ostatnich latach, to już przeszłość – mówi Marek Sławatyniec, szef doradczej firmy Aviareps reprezentującej w Polsce kilkanaście linii lotniczych. W dodatku nic nie wskazuje na to, aby w najbliższym czasie czekał nas wysyp nowych połączeń, bo linie lotnicze borykają się z rekordowymi cenami ropy i muszą liczyć każdy grosz. Baryłka kosztuje już ponad 126 dol., a wraz z nią drożeje paliwo lotnicze, które generuje większość kosztów linii lotniczych.

Najszybciej znikają połączenia na Wyspy. – Loty do Wielkiej Brytanii przestały być już kurą znoszącą złote jaja – podkreśla Sławatyniec. Wizz Air właśnie zamknął połączenie z katowickich Pyrzowic na podlondyńskie lotnisko Gatwick. Oficjalnie z powodu uruchomienia lotów krajowych na Ukrainie. Tyle tylko, że tę trasę uruchomiono zaledwie trzy miesiące temu. Węgierski przewoźnik lata co prawda z Katowic na dwa inne lotniska w Londynie – Luton i Stanstead – ale widać wyraźnie, że popyt na loty do stolicy Wielkiej Brytanii słabnie.

Boom na loty do Anglii skończył się, bo coraz mniej rodaków wyjeżdża do pracy.

Jak wynika z danych brytyjskiego ministerstwa spraw wewnętrznych, tylko w dwóch pierwszych kwartałach 2007 r. emigracja Polaków do Anglii spadła o 12 proc. – Słaby funt oraz rosnące w kraju płace skutecznie zniechęcają do emigracji zarobkowej – uważa Marek Rogalski, główny analityk domu maklerskiego First International Traders. Ze względu na słabego funta również dla Anglików Polska nie jest już tak atrakcyjna cenowo jak jeszcze niedawno. A ma być jeszcze gorzej. – Funt będzie dalej tracił na wartości w stosunku do złotówki i w tym roku przekroczy granicę 4 zł – uważa Rogalski.

To oznacza, że chętnych do latania może być jeszcze mniej i kolejne cięcia połączeń z Polski do Wielkiej Brytanii wiszą w powietrzu.

Jak tanie linie lotnicze ograniczają liczbę połączeń

SkyEurope
Wycofał się całkowicie z Polski, likwidując wszystkie połączenia z Warszawy (m.in. do Wiednia i Paryża) i Krakowa (np. do Barcelony czy Palermo).

easyJet
Linia skasowała połączenie z Krakowa do angielskiego kurortu nadmorskiego Bournemouth. Mieszka tam ok. 10 tys. Polaków.
Zlikwidowano również uruchomione pół roku temu rejsy z Gdańska do Bristolu, Belfastu, Edynburga i Londynu-Gatwick.

Wizz Air
Zawiesił trasy z Gdańska do Coventry i Bournemouth oraz z Katowic do Londynu-Gatwick. Przedstawiciele węgierskiej linii twierdzą, że samoloty te są potrzebne do obsługi tras krajowych na Ukrainie.

BMI Baby
Zawiesił połączenia z Gdańska do Cardiff i East Midlands po niespełna miesiącu od ich uruchomienia. Przewoźnik przestanie latać do portu im. Lecha Wałęsy z początkiem czerwca.

Autor artykułu: Tomasz Dominiak